Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

June 09 2017

Dublet - (prawie) finał

Poprzednio pokazywałem dublet w bardzo nieukończonej formie, ale zbliżam się właśnie do finału. Od poprzedniej notki zmieniła się koncepcja zapięcia (dzięki komentarzom na blogu!).


Finalnie dublet jest sznurowany z przodu, jak często widać na ikonografii. Ma to tą zaletę, że mocno spina dublet, co jest - moim zdaniem - dobrym rozwiązaniem przy mojej sylwetce 😅. Przedstawianie ikonografii sznurowanych dubletów sobie podaruję.


W dublecie pozostało jeszcze do zrobienia zapięcie rękawów. Takowe będzie zrobione na guziki. Łączone zapinanie widać na ikonografii, chociażby tutaj (dzięki Jacek!):

Hours of Catherine of Cleves, 1440Osobną kwestią są dziurki do wiązania nogawic. Te zrobię i obszyję w dublecie dopiero gdy będę miał nogawice do niego, czyli nie wiadomo kiedy.

Kolejne projekty - dokończyć Alański kaftan, wzorowany na znaleziskach w Moszewaja Bałka oraz może zabrać się za jakiś kolejny ciuch... Na pewno pochwalę się jaki.

April 17 2017

Running LabVIEW from PowerShell

Recently I was in a need to run LabVIEW VI from PowerShell while using Jenkins. The Jenkins part is pretty straightforward - you only need to install the PowerShell plugin for Jenkins and then you can run PowerShell command as a build step.

Running a VI from PS is simple, as long as you don't need to pass any commands. First of all, to make life easier add the LabVIEW executable path to the PATH environmental variable, and then just use:
Start LabVIEW C:\path\toYour\file.vi
but if you need to passy any commandline arguments to the VI (which was really important for me) trying to run the following command:
Start LabVIEW C:\path\toYour\file.vi -- arg1 arg2
resulted in an error, as LabVIEW could not find files arg1 nor arg2. To pass the exact command to the LabVIEW with arguments you have to make a clever use of apostrohes an quotation marks:
Start LabVIEW "C:\path\toYour\file.vi -- arg1 arg2"
If you want to get the commands from some variables things start to be even more complicated and you will have to use both - quotation marks and apostrophes in order to make something like:
Start LabVIEW "' + C:\path\toYour\file.vi -- arg1=" + $arg1 + " arg2=" + $arg2 + " logpath=" + $logpath + '.txt"
What I was doing was using Invoke-Expression from PS to run the command above, as it was easier than constructing the same command several times:
$code = 'Start LabVIEW "' + C:\path\toYour\file.vi -- arg1=" + $arg1 + " arg2=" + $arg2 + " logpath=" + $logpath + '.txt"'
Invoke-Expression $code
Why? mainly because you can e.g. use the Invoke-Expresson remotely on several machines over network etc. But this is totally different part of the story.

LabVIEWwise, parsing of the command line arguments is really simple, especially that I used the contruction of argument_name=argument_value, so I was able to parse them and get the values pretty straighforwards using a single case structure.

April 13 2017

Dublet część kolejna


Kontynuuję szycie dubletu, skrojonego jeszcze w zeszłym roku - w zasadzie jestem już bliżej niż dalej finiszu. Pozostało mi jeszcze skończenie i wszycie drugiego, lewego rękawa oraz wykończenie krawędzi i zrobienie zapięcia dubletu.

Dublet wyszedł bardzo dopasowany - tak jak miało być, bo w końcu dublety, jak widać na ikonografii, są dosyć dopasowane. Jedyny problem miałem ze spasowaniem rękawów, co zaowocowało wstawieniem dodatkowych klinów, dzięki czemu udało się je poszerzyć w ramionach i dopasować do wygodnych podkrojów. 

Oprócz oczywistych rzeczy, w ramach wykończenia muszę doszyć wewnętrzną część stójki. Pomyślałem sobie, że najwygodniej będzie, aby była ona podszyta także od wnętrza wełną, tak więc zostanie doszyty taki fragment do wnętrza kołnierza.

 


 Dubletu zapinany będzie na lewą stronę - widać na prawej pole listwę lnianego wzmocnienia pod dziurki do zapinania guzików. Tego rodzaju wzmocnienia są często spotykane w ubraniach pozbawionych w ogóle podszewki (por. znaleziska z Londynu).

Fakt, że dublet zapinany jest na nietypową stronę, ma swoje potwierdzenie w zabytkach jak i w ikonografii tego rodzaju i innych ubiorów - nie było to więc w średniowieczu nieistniejące rozwiązanie.
Pourpoint Karola VI
(koniec XIV wieku) Włochy 1420r. W przypadku szytego przeze mnie dubletu miało to charakter... przypadkowy. Nawet nie pomyłkowy, tylko po prostu na etapie wszywania wzmocnień pod dziurki dla guzików uznałem, że jedna ze stron lepiej się nadaje do wykonania dziurek i tak postanowiłem zrobić, skoro źródła potwierdzają, iż takie ubiory występowały.

January 04 2017

Dublet

Tacuinum SanitatisBNF Latin 9333
I ćw. XV w.
Ponad rok temu zapowiadałem, że uszyję dublet, miał być uszyty w I ramach Manuscript Challenge, ale oczywiście okrutnie nie zdążyłem etc etc. Jednakże sam pomysł uszycia kremowego, wczesnego dubletu pozostał nadal. Mówiąc oczywiście 'wczesny dublet' mam na myśli datowany na początek XV wieku, dosyć długi z dowiązywanymi rozdzielnymi nogawicami, jak pokazano na ilustracji obok.

Wykrój to klasyczny krój z ośmiu części z dopasowanymi rękawami - z uwagi na dosyć wczesne datowanie oraz raczej niezbyt wysoki status społeczny odtwarzanej postaci nie myślałem nawet o bardziej skomplikowanych rękawach, czy dodawaniu bufek itp.

                       

Dublet skrojony został z kremowego, wełnianego (100%, z woolmarkiem 😄) koca, który nabyłem kiedyś i w sumie od ponad roku trzymałem z myślą o takim właśnie dublecie. Wykrój udało się bez większego problemu zmieścić na kocu - jedynie rękawy zesztukowane są z dwóch kawałków, z szwem wzdłuż rękawa (co wydaje się być poprawnym podejściem do sztukowania rękawa, vide krój tuniki z Bocksten). Dalej skroiłem podszewkę z lnianych worków wojskowych - jako, że miałem ich dużo nie było problemu, aby skroić poszczególne elementy w całości, omijając pieczątki, nity i inne elementy, jakie regularnie na nich występują.

Niestety nie udało mi się zrobić zdjęcia po krojeniu, to przedstawiam poniżej obecny postęp prac. Po wstępnym skrojeniu w/g wymiarów i wykroju pokazanego powyżej dublet spiąłem szpilkami i dopasowałem na sobie, aby przylegał tak jak powinien.

Dublet wyposażony jest w jednowarstwową podszewkę (tj. bez sztywnika), zszywaną razem z wierzchnią warstwą wełny. Daje to rezultat taki, jak widoczny często na ikonografii - podszewki 'panelowej':
Rogier van der Weyden, Ołtarz św. Jana, ok. 1455 rok.
Pokazany powyżej dublet kata, ścinającego Jana Chrzciciela w ogóle prezentuje się bardzo ciekawie, szczególnie interesująca jest stójka bez podszewki oraz rozcięcia rękawów przy nadgarstkach. W moim dublecie z pewnością będę chciał mieć jakąś stójkę (chociaż to nie jest pewne, szczególnie, że wczesne dublety tego elementu były pozbawione) - najpewniej minimalną. Dodatkowo, będzie ona wszyta prosto, a nie z klinem wchodzącym w plecy - jest to z tego co rozumiem sposób bardziej archaiczny, bo wszywanie tego klinem zaczęło się pojawiać w ca. latach 20 XV wieku. Drugą kwestią jest tutaj sprawa zapięcia rękawów - tekstylny guziczek (jeden) spinający rozcięcie - na linii szwu z tyłu rękawa. Tak właśnie chciałbym to zrealizować w szytym przeze mnie dublecie.

Kolejny update będzie, gdy będzie się czym poważniej pochwalić w dublecie :). Pozostało jeszcze rozwiązanie szeregu istotnych kwestii, np. zapięcia czy wykończenia.

Co najciekawsze, a z czego zdałem sobie sprawę dopiero w trakcie realizacji projektu, to (bardzo) niski koszt takiego ciucha. Koszt tego rodzaju koca (używany, w sieci lub wyłowiony w second-handzie) to 10..40 zł, a koszt trzech (tyle zeszło na podszewkę) lnianych worków wojskowych zamyka się w 45 zł (jeśli kupuje się na Allegro bez szukania po AMW, gdzie da się je kupić x3 razy taniej). Nie licząc nici etc to na materiały wydać możemy zaledwie 25 zł, czyli tyle co na dwa..trzy piwa w knajpie. Oczywiście, trzeba to umieć skroić i zszyć (najlepiej ręcznie), ale uwierzcie mi - to nie takie trudne. I niech mi nikt nie mówi, że nie stać go na bycie koszer 😤.

December 15 2016

Kabat

Obraz datowany na lata '40 XV wieku.
Od zawsze podobało mi się ubranko, opisywane w literaturze jako Kabat. Na obrazku po prawej widać właśnie ubiór który nazywany jest właśnie kabatem. Definiuje się go zasadniczo jako szatę wierzchnią, odcinaną w pasie z dopasowanym torsem (mógł być watowany) i luźną baskiną do kolan, lub dłuższą, całość rozpinana z przodu, zapinana mniej-więcej do pasa; rękawy luźne proste. Jest to niezmiernie pojemna definicja, bo w zasadzie mieści w sobie cały szereg ubiorów popularnych w XIV - XV wieku (jopule, cotehardie etc), a odróżniać miałoby się od nich jedynie odcięciem w pasie. Dodatkowo, moim wymaganiem jest, aby tak skrojony ubiór datować możliwie najwcześniej, co w moim przypadku zasadniczo oznacza na przełom XIV i XV wieku, może nawet od II połowy XIV wieku. Czy i jak to zrobić?

Skoro już wymyśliłem sobie co chciałbym uszyć pora opracować  jest wykrój, najlepiej opierając się na materiale zabytkowym... jednakże nie znam żadnych zabytków, które byłyby identyfikowane jako kabat (oprócz fragmentów skórzanego kabata z Pułtuska, o którym pisała Turska). Tym bardziej, że kabat to nazewnictwo Polskie, które nie jest zbyt 'kompatybilne' z pojęciami zachodnimi, gdzie w zasadzie - w dużym uproszczeniu - większość zabytków opisywana jest po prostu jako tunika. Zatem jak wyglądać mógł wykrój tego ubioru?

BSB Clm 3003 Speculum humanae salvationis, 1400-1410.
Szybkie poszukiwania wykroju w internecie dały dosyć ścisłą i prostą odpowiedź, jak mógłby wyglądać wykrój kabata:

Rysunek z sieci (Freha?) chyba autorstwa śp. Hako.
Wykrój ten w zasadzie spełnia wszystkie wymagania z definicji. Dopasowany korpus, odcięcie w pasie, szeroka baskina poszerzana trzema klinami (bez klinu na froncie). 

Pomijając już rozwiązania takie, jak klin poszerzający w klatce piersiowej czy rękaw rozcięty z przodu to sam wykrój wydawać się może co najmniej dziwny - odcięcie w pasie nie pojawia się w zasadzie w materiale zabytkowym do II połowy XV wieku, jak w kabacie Karola Śmiałego (1433-1477) datowanym na ostatni rok życia Karola Śmiałego:

 

Jak widać rzeczony kabat krojony jest podobnie, jak narysowano powyżej - odcięty w pasie, dopasowany korpus, bardzo mocno klinowana baskina (ponad pełne koło), ale to rok 1477, więc może nie jest to najlepsze rozwiązanie do rekonstrukcji ubrania z przełomu XIV i XV wieku. Co zatem nam pozostaje? Najlepiej sięgnąć po sprawdzone grenlandzkie wykroje tunik.

Spośród wszystkich zabytków z Herjolfsnes moją uwagę podczas poszukiwania kabatowej zagadki przykuł zabytek oznaczony numerem 41 (nr. inw. D10583), klasyfikowany jako typ 4 w/g Nockert lub typ Ib w/g Nörlunda. Poważnym problemem znajdek z Herjolfsnes klasyfikowanych jako typ 4 jest fakt, że numery 38 i 39 także zaliczane do tego typu uznane są powszechnie za damskie, podobnie z resztą nr 41 - wielu badacz klasyfikuje ten zabytek, jako pozostałość ubioru damskiego, mimo że a) szkielet jaki w nim znaleziono zidentyfikowano jako mężczyznę; b) proporcje samego ubioru nie wskazują na kobiecy (por ikonografia).

H41 krojone jest z 12 klinami - po 4 po bokach oraz po dwa z przodu i z tyłu - oraz przodu i tyłu - w jednym kawałku. Rękawy są zwężane od łokcia, gdzie są zapinane na tekstylne guziczki. Do rękawa dodany jest klin przy wszyciu.

za kostym.cz
Na szczególną uwagę zasługują w tym wykroju kliny boczne. Jakkolwiek zaczynają się one już pod pachą, to są bardzo wąskie - praktycznie w ogóle się nie rozszerzają - aż do ~pasa. Od wysokości pasa wszyte są także kliny z przodu i tyłu tuniki. Zasadniczo krój taki przekłada się na dopasowany korpus i właśnie luźny dół, dokładnie jak w tym, co występuje w ikonografii, co można nazwać kabatem:
     ONB Cod. Vindobonensis 2762 Wenzel Bible; 1389         Morgan M.833 Bible; 1391          BL Additional 50005 Book of Hours; 1400-1420.
Co ciekawe na części z przedstawionych ilustracji widoczne są tego rodzaju ubiory z zapięciami (a na części bez - najpewniej wkładane przez głowę). Pozostaje też kwestia odcięcia w pasie, a raczej jego braku - na zaprezentowanej ikonografii jako-takie odcięcie nie występuje, aczkolwiek widać, że strój jest rozkloszowany od pasa i dopasowany powyżej (w odróżnieniu od widocznych gdzie-niegdzie tunik, gdzie na korpusie widoczne są fałdy.

Krój H41 w pełni umożliwia nadanie takiej formy ubiorowi - kliny bocznej w górnej części ubioru są bardzo wąskie, a przedni i tylny zaczynają się dopiero poniżej. Jednakże nie to przekonało mnie najmocniej do tego kroju. Jak czytamy na stronie Marca Carlsona dotyczącej tego zabytku (wytłuszczenie moje):
Where the seams of the gores come close together at the waist they are ornamented with a row of backstitches making them very noticeable. The long opening of the sleeve is decorated with a row of backstitching. The bottom hem is decorated with two rows of backstitching. The material is a thin "fourshaft twill"; dark brown, although the weft is slightly more pale than the warp.
Co oznacza, że w talii znajduje się wyraźne przeszycie (szwem za igłą), które pełnić może dwie role - ozdobną, podkreślającą talię oraz wzmacniającą, gdyż szew tego rodzaju nie jest w ogóle rozciągliwy, co sprawia, że także cały materiał w talii nie będzie się rozciągał. Dodatkowo rozcięcia rękawów i dolna krawędź ubioru także są obszyte.  Autor nie podaje, czym były przeszyte, ale wywnioskować można iż wełną, gdyż lniane nici (generalnie) nie zachowały się w Herjolfsnes.

W książce "Woven into the Earth" Else Østergård opisuje dokładniej w jaki sposób wykonano przeszycia oraz wskazuje, że na krawędzi prawego rękawa znaleziono fragmenty grubego na 3..5 mm sznureczka, które być może Nörlund interpretował jako przeszycia. Sznureczek ten doszyty jest do krawędzi tkaniny z wykorzystaniem szwu określanego jako singling:

Singling (pomarańczowe) oraz sznureczek na krawędzi (zielone).Wygląda to na bardzo pieczołowicie wykończony brzeg rękawa (oraz rozcięcie na guziki). Niestety Else Østergård w swojej książce nie wspomina nic o przeszyciu w talii. Nie widać go też na zdjęciach umieszczonych przez autorkę książce, ale doskonale widać na jakiej wysokości znaleźć się on mógł (zakładając, że istotnie tam był):

za "Woven into the Earth" Else Østergård.Podsumowując uważam H41 za dobrego kandydata do rekonstrukcji ubioru w kroju kabata, jaki widoczny jest w ikonografii. Wykorzystanie tego znaleziska rozwiązuje problem braku znajomości kroju ubiorów z przedstawień z końcówki XIV i XV wieku, a ponadto sprawia, że ubioru nie trzeba odcinać w talii, co znacznie przybliża krój do tych jakie zasadniczo typowe są dla XIV/I poł. XV wieku. Ozdobne przeszycie w talii będzie tutaj pełniło rolę rzeczonego odcięcia.

Rekonstrukcja - plan

Aby przystąpić do myślenia o rekonstrukcji 'kabatu' trzeba poczynić pewne założenia. W tym przypadku będą to (od najważniejszych do najmniej istotnych). Zatem:
  1. Uszyty z wełny (MT?), raczej bez podszewki (za dużo roboty 😉).
  2. Krój oparty o wykrój zabytku z Herjolfsnes (H41).
  3. Dopasowany korpus i (bardzo) luźny dół.
  4. 'Odcięcie' w talii - ozdobne i wzmacniające przeszycie (fałszywy szew).
  5. Rozcięty przód, zapinany na guziki (takie jak w H41 przy rękawach).
  6. Ozdobne przeszycia na krawędziach rękawów i dolnej krawędzi stroju ('singling' plus sznureczek np. lucetowy). 
  7. Niska stójka.
  8. Ozdobne wykończenie brzegów rozpinanych - krajka oraz 'singling'. Krawędzie dodatkowo podszyte lnem dla wzmocnienia.
  9. Niekoniecznie rozpinane rękawy.
Te założenia pomogły mi niejako zacząć planować sam strój dalej. Pierwszym krokiem było opracowanie wykroju, w czym niezwykle pomocny był CAD (to już kolejny wykrój, jaki robię w ten sposób).


Wykrój został przerysowany z kroju pokazanego na stronie Marca Carlsona i przeskalowany do moich wymiarów (głównym wymiarem do skalowania był obwód pasa i klatki piersiowej). Dało to długość ubioru około 145 cm, co jest mniej-więcej zgodne z długością wynikającą z przeliczenia długości 128 cm z użyciem wzrostu nieboszczyka znalezionego w grobie (160 cm) i mojego (188 cm). Pozostało tylko opracować schemat krojenia ubioru z materiału na podstawie uproszczonych kształtów poszczególnych elementów (docięte zostaną później, podczas przymierzania, szczególnie boczne kliny). Do wymiarów całości dodano zakładki na szew (po 2 cm). Całość rozplanowałem do krojenia na materiale o szerokości ok 140 cm i wychodzi mniej - więcej tak:


Co oznacza, że do uszycia takiego kabatu potrzebuję niecałe 4 mb wełny. Na wykroju nie zaznaczyłem drobnicy - stójki, klinów do rękawów - te elementy są tak małe, że na pewno gdzieś się zmieszczą :).

Teraz tylko wybrać odpowiednią wełnę, wyprać/zdekatyzować ją i można siadać do krojenia... a w międzyczasie powstanie dublet, o którym niedługo.

December 05 2016

Zarobki i ceny w późnośredniowiecznej i renesansowej Europie, część III

W poprzedniej części przyjrzeliśmy się kosztom ubrań w interesującym nas okresie, a jeszcze wcześniej kosztom jedzenia i zarobkom. W poniżej zaprezentowanej części skupić chciałem się na o wiele bardziej wąskim zagadnieniu, jednakże dosyć istotnym dla sporej części rekonstruktorów - kosztom uzbrojenia i opancerzenia.

Jak pamiętamy z II części żołnierz ok. połowy XV wieku otrzymywał od 4,5 do 5 gAg/dzień, a już ok 100 lat później od 9 do 12 gAg/dzień. Wyżsi stopniem żołnierze - na przykład kapitan straży konnej (która sama w sobie musiała być lepiej opłacana) w XIV wieku mógł liczyć na niecałe 7 gAg/dzień, około połowy XV wieku było to już prawie 16 gAg/dzień, a pod koniec tego stulecia już 60 gAg/dzień - liczby doprawdy imponujące, ale skupmy się raczej na żołnierzu, gdyż taka (tj. najbiedniejsza) sylwetka wydaje się najtrudniejsza do zrekonstruowania, gdyż precyzyjnie dobierać trzeba to na co może sobie on pozwolić.

Jak rozkładały się dokładniej wartości żołdu np. w Polsce? Z przyjemnością powołam się tutaj na „Piechotę zaciężną w Królestwie Polskim w XV wieku” Grabarczyka. Podaje on, że podstawowa stawka żołdu dla pieszego żołnierza wynosiła 5 florenów (183,75 gAg) na kwartał, czyli w przybliżeniu 2 gAg/dzień. Doświadczeni żołnierze, z lepszym wyposażeniem, dostawali żołd podwójny, czyli około 4 gAg/dzień. Są to uśrednione wartości, bo wiemy np. że w rocie Wacława Kawki a 1475 roku podstawowy żołd pieszego wynosił już 2,65 gAg/dzień (5,3 gAg/dzień w przypadku weterana).

Posiadamy trochę dokładniejsze dane, dotyczące zarobków żołnierzy najemnych na początku XVI wieku – niemieckich Landsknechtów. Zwykły Landsknecht otrzymywał około 2,5..2,65 gAg/dzień, a doppelsoldner – jak łatwo się domyśleć – od 5 do 5,3 gAg/dzień. W grono tych drugich wchodzili głównie doświadczeni już żołnierze – po 100 osób na 400 osobową Fahnlein, jedną z podstawowych jednostek podziału armii Landsknechtów. Doświadczeni żołnierze wyposażeni byli w połowie w broń palną a w połowie w mieszankę halabard i dwuręcznych mieczy. Pozostali wyposażeni byli w piki. Dodatkowo każdy żołnierz wyposażony był w krótki miecz – Katzbalger – tak charakterystyczny dla Landsknechtów.

Landsknechtów często przedstawia się w elementach płytowych, z hełmami etc, co przeczy jakiemuś ogólnemu przekonaniu o wysokiej cenie w/w elementów. Nie jest to oczywiście pierwszy raz w historii, gdzie spotkać można się z dowodami, że jednak dosyć biedni żołnierze najemni używali różnego rodzaju opancerzenia – różnej jakości – pomimo przekonania, że takie elementy przynależą tylko wyższym stanom. Wpływ na zwiększenie się dostępności ( = zmniejszenie cen) tych elementów ma postęp technologiczny (m.in. wprowadzenie młota wodnego), który przyspieszył i ułatwił wykonywanie elementów pancerzy.

Żołnierze w trakcie kampanii samodzielnie płacili za swój prowiant, a także za swoje wyposażenie, z którym musieli stawić się już na początku kampanii. Typowy okres, na jaki zaciągano się do wojska, wynosił pół roku, po odsłużeniu tego czasu można było odejść do cywila, lub zaciągnąć się ponownie, często jako doppelsoldner, otrzymujący już dwa razy większy żołd.

Zakładając, że nie staramy się szczególnie oszczędnie żyć, to wydać musimy około 1,3 gAg/dzień na wyżywienie. Do tego dochodzi kwota około 1,2 gAg/dzień, która pokrywa nam koszta zakupu ubrań, nie takiej najgorszej jakości - raczej, spośród tych tanich najlepszych. Ile teraz wyniesie nas wyposażenie żołnierskie, lub - inaczej mówiąc - na co będziemy sobie w stanie pozwolić? Dla uproszczenia spraw skupmy się na XV wieku, zwłaszcza drugiej jego połowie, oraz na początkach XVI wieku.

Zacznijmy od części zasadniczej, czyli robienia innym krzywdy. Najpierw na odległość. 

Proch czarny w 1468 roku kosztował 36,5 marki lubeckiej za tonę, czyli około 8,5 gAg/litr. Taka objętość pozwala na oddanie około 120 strzałów. Ołów do pocisku wykazuje dosyć stabilną cenę w II połowie XV wieku i kosztuje od 0,0025 do 0,040 gAg/gram. Przekłada się to na koszt (samego ołowiu!) pojedynczego pocisku o kalibrze 14 mm na poziomie 0,04..0,64 gAg/szt, więc efektywnie pojedynczy wystrzał kosztować będzie nie więcej niż 0,12..0,70 gAg. w zależności głównie od ceny nabycia ołowiu. Jak kształtowały się ceny tego w II połowie XV wieku (czarne słupki) i I połowie XVI wieku (czerwone słupki) zobaczyć możemy na histogramach pokazanych poniżej (ceny dla Lubeki). Średnia cena grama ołowiu wynosiła 0,013 gAg w II połowie XV wieku i 0.02 gAg w I połowie XVI wieku.
Oczywiście musimy też w pewnym momencie ponieść koszt zakupu "urządzenia strzelającego". Nie udało mi się niestety dotrzeć do cen średniowiecznych. W połowie XVII wieku najtańszy muszkiet to koszt około 91..103 gAg, co przy dosyć sporej inflacji w poprzednich wiekach, oznaczać może, że za 100 gAg w XV/XVI wieku na pewno kupimy niezły arkebuz. Nowakowski podaje dodatkowo, że piszczel kosztowała ok. 50 gAg, a hakownica ok. 120 gAg. Z braku lepszego szacunku, przy tych wartościach musimy pozostać. Jeśli zaciągamy się na pół roku, aby strzelać do wroga (za pieniądze), to przyjąć możemy że i taki będzie okres amortyzacji broni palnej, co skutkuje kosztem od 0,274 gAg do 0,658 gAg dziennie kosztu naszej broni palnej. Mniej niż za sam strzał i zdecydowanie mniej niż przejadamy czy wydajemy na ubrania.

Jeśli chcielibyśmy krzywdzić się na równie dużą odległość, ale korzystając z odrobinę starszych technologii zainwestować możemy np. w kuszę. W XV wiecznej Polsce kusza kosztowała od 30 do 64 groszy, przy czym większość wyceniona jest na jedną grzywnę tj. 48 groszy. Nie znalazłem dokładnej wagi tych groszy w tym momencie, jednakże oszacowanie ich na 2 gAg, nie powinno odbiegać od prawdy i dawać koszt zakupu kuszy od 60 do ponad 100 gAg. Czyli zasadniczo podobną wartość, jak dla zakupu broni palnej. Jednakże strzelanie z  tej broni było tańsze, bo za kopę żelaznych grotów do bełtów płacono groszy 7, czyli 0,23 gAg.

Koszt broni białej jest zróżnicowany, a źródła opisują najdokładniej egzemplarze raczej drogie. Kord - jako broń najtańsza i wydaje się, że najpowszechniejsza - kosztował w Polsce już od 16 gAg. Ceny mieczy w Polsce zaczynały się od 30 gAg, podobnie w Lubece, pod koniec XIV wieku, miecz można było kupić za 27,8 gAg. W Anglii, ok. XIV wieku, miecz (war sword) to koszt około 50 gAg.

Koszt zbroi jest już istotnie większy, a źródła opisują raczej zbroje droższe, kupowane przez rycerzy. Mimo nawet takiego założenia, ze źródeł wyłania nam się obraz wszelakiego opancerzenia, jaki elementów drogich, ale nie niedostępnych dla nie-rycerzy. Oczywiście, nie będą to kompletne, nowoczesne (na dany moment) pancerze, ale będą.

Zacznijmy od góry. Jak podaje Nowakowski (w Polsce) najtańszy kapalin na początku XV wieku to koszt około 60 gAg, a w połowie XV wieku to do 100 gAg. Salada to już koszt 120 gAg. Podana jest też cena za przyłbicę - ponad 380 gAg. Edward III (1312-1377) zakupił w pewnym momencie swojego życia hełm (nieznanego mi rodzaju) za 575 gAg i dwa bascinety po 195 gAg, ale wiemy, że w XIV wiecznej Anglii Bascinet dostać można było już za równowartość 47,9 gAg.

Koszt przeszywanicy nie są mi znane, poza faktem, że Edward II (1284-1327) w 1312 roku zakupił siedem przeszywanic po 160 gAg każda - nie były to raczej zwykłe przeszywanice, jakie nosić mógł w tamtym okresie (czy później) np. żołnierz. Aby lepiej oszacować koszt przeszywanicy przyjrzyjmy się kosztom m.in. materiałów (to one na ogół stanowią znaczną część kosztów gotowego przedmiotu - koszt pracy rzemieślnika jest już istotnie mniejszy). Zakładając warstwową (10 warstw) przeszywanicę z lnu potrzebujemy około 20 mb tej tkaniny, co przy cenach od 1 gAg/mb do 3 gAg/mb daje nam wartość materiału od 20 do 60 gAg. Dorzućmy do tego dodatkowe wypełnienie np. z wełny (runa) w cenie (średnia dla XV wieku, dane z Londynu) 5,058 gAg/kg - 1 kg za ok 5 gAg. No i oczywiście robocizna, dla pełnego rachunku: tydzień pracy krawca (po 5 gAg dniówki - raczej przeszacowane niż niedoszacowane) - 35 gAg. Łącznie daje to kwotę od około  60 gAg do ponad 100 gAg. A więc najtańszą przeszywanicę można mieć już za 40 gAg (a pewnie i mniej, zważywszy na fakt, że można poprosić żonę o jej uszycie ;) ).

Na przeszywanicę możemy chcieć założyć jakiś pancerz - najtaniej załatwić tą sprawę mogłaby kolczuga - tak podaje zdrowy XXI wieczny rozsądek. Niestety nie znam cen takowych w interesującym nas momencie, Wiemy natomiast, że w XII wieku król Jan Bez Ziemi (1166 - 1216) zakupił kolczugę za cenę 324 gAg, ale nie jest to górna granica ceny tego rodzaju pancerza w XII/XIII wieku, bo znane są zapiski o cenie 1700 gAg. Włoska zbroja z lat '40 XV wieku sprzedana została w Wielkiej Brytanii za niecałe 1800 gAg. W XVII wieku już zbroja taka była istotnie tańsza. Kirys (dobrej jakości, bo testowany - jak mniemam przeciwko kuli) sprzedano w 1624 roku za niecałe 145 gAg. Ciężko powiedzieć mi, kiedy nastąpiła ta niemalże dziesięciokrotna redukcja w cenie pancerzy, ale sądząc po ikonografii najpewniej w II połowie XV wieku lub na początku XVI wieku, wraz z popularyzacją pieszych żołnierzy najemnych na polu walki (z jednej strony) i wprowadzeniem zaawansowanych technologii, takich jak młot wodny, w produkcji uzbrojenia (z drugiej strony). Cena kolczugi najpewniej była stabilna z uwagi na brak istotnych zmian technologicznych w jej wytwarzaniu na przestrzeni dziejów.

Podsumowując nasze wyliczenia, zacznijmy od porównania liczb. Żołnierz najemny w XV/XVI wieku otrzymywał od 2 do 12 gAg/dzień. Około 1,3 gAg dziennie pochłania jedzenie, a kolejne 1,2 gAg ubranie się - obie rzeczy na poziomie porządnym, szczególnie ubrania (bo z wełny kupionej, więc wyższej jakości, spełniającej cechowe "normy"). Obliczając koszty uzbrojenia zakładać będę półroczny okres jego "amortyzacji", aby możliwe było porównanie jego kosztów z dziennymi zarobkami zwykłego żołnierza.

Kupujemy zatem uzbrojenie. Niech będzie to jakaś broń palna - od 0,274 gAg do 0,658 gAg dziennie - oraz broń boczna - kord lub miecz - co przekłada się na kwotę od 0,088 gAg do 0,164 gAg za prosty egzemplarz. Idziemy dalej - wdziewamy na siebie przeszywanicę - od 0,329 gAg do 0,547 gAg a na głowę zakładamy kapalin (0,547 gAg/dzień) lub saladę (658 gAg/dzień). Łącznie wydatki te sumują się nam do widełek od 1,25 gAg do 1,83 gAg na dzień służby w półrocznym kontrakcie. Po dodaniu do tego kosztów wyżywienia i ubrania otrzymujemy kwotę od 3,75 gAg do 4,33 gAg, Co przy zarobkach rzędu 2..12 gAg/dzień wydaje się zupełnie osiągalne dla przynajmniej części żołnierzy - przysłowiowa BPP też gdzieś tam będzie istniała, na jednym skraju, ale na drugim będzie piechota wyposażona w hełmy, kirysy i sensownej jakości broń. Niestety brak nam danych statystycznych, co do uzbrojenia i zarobków, które pozwoliłyby powiedzieć, czy wyliczenia przedstawione powyżej dla uzbrojenia i opancerzenia są równie miarodajne jak to miało w przypadku ubioru czy jedzenia - pozostaje nam jedynie zakładać, że były to wartości typowe (w przypadku zarobków żołnierzy) i typowe bądź zawyżone (w przypadku uzbrojenia).

P.S. Z uwagi na to, że edytor Bloggera nie obsługuje natywnie indeksów dolnych, zdecydowałem się na pisownie gAg jako gram srebra (czystego kruszcu), tj. jednostkę przeliczeniową, jakiej używam w cyklu.

November 19 2016

Gacie i nogawice

Skończyłem właśnie szyć gacie (ok. 2 tygodni jak na taki projekt to w moim przypadku bardzo dobrze. 

Gacie uszyte zostały z zabytkowego, ręcznie tkanego lnu (tego samego co koszula z Rogart) w splocie płóciennym. Gacie wzorowane były na ikonografii z XIII-XIV wieku:

1250
1324-28
I oparte na wykroju znalezionym w sieci, który dosyć dobrze pasuje do prezentowanej powyżej ikonografii:



Same gacie po uszyciu prezentują się następująco:


Gacie w pasie zaciągane są z pomocą konopnej tabliczkowej krajki, obszytej na krąwędziach aby się nie siepała. W pasie są dwa otwory, mniej więcej na środku nogi, gdzie przywiązuje nogawice. Przywiązane są one - póki co - lnianą taśmą, bo taką miałem pod ręką (i jestem na etapie wyszukania najciekawszego, poprawnego historycznie rozwiązania na XIII-XV wiek).

Tak prezentują się nogawice (szerzej opisane tutaj) przywiązane do gaci. Dzięki drobnemu zapasowi długości bardzo wygodnie się w nich porusza, a po podwiązaniu ich krajkową podwiązką pod kolanem, będą wyglądały bardzo ładnie.

 

Dalsze plany na szycie to skończenie wczesnego, Alańskiego kaftana, uszycie pochewki do noża i zabranie się za któryś z planowanych dubletów (XV lub XVI wieczny). W międzyczasie chciałbym też uszyć jeszcze jedne gacie (krótsze, pod spodnie) z RT lnu. W dalszej perspektywie majaczy szycie jakiejś ciepłej szaty wierzchniej...

November 06 2016

Nogawice

Wreszcie udało mi się skończyć szyć nogawice, datowane w zasadzie co najmniej od XIII wieku do końca XV wieku, a zasadniczo pewnie i szerzej, jeśli pominąć pewne detale konstrukcji.

Nogawice uszyte zostały z naturalnie szarej ręcznie tkanej wełnie w splocie skośnym oraz ręcznie tkanego zabytkowego lnu (na wzmocnienia przy oczkach do szycia). Całość została ręcznie zszyta lnianymi nićmi, a otworki na troczki obszyte zostały jedwabnymi nićmi w kolorze zbliżonym do koloru wełny.


Nogawice wzorowane są ogólnie na zabytkach klasyfikowany jako typ I w/g Nockert: nogawicach (zewnętrznych( z Bocksten oraz nogawicach z Herjolfsnes (numer 88). Wykrój stopy wzorowany był głównie na zabytku z Grenlandii, a sama stopa była mocno sztukowana. W zabytku z Bocksten stopy składają się w zasadzie z dwóch części (sama nogawica i wierzch, zszyta na podeszwie), a w zabytku z Herjolfsnes z co najmniej trzech części (a licząc sztukowania to z pięciu plus podeszwa). Oba zabytki pokazane są poniżej:

 

Zabytek z Bocksten (po lewej) datowany jest na XIV wiek (1350-70, jak chcą niektórzy), ale z drugiej strony daty radiowęglowe datują zabytki z Bocksten na 1290-1430, a niektórzy badacze rozciągają datowanie aż do końca XV wieku. Z kolei zabytek z Grenlandii datowany jest, jak inne z tego miejsca, na późny XIV wiek. Podobnej konstrukcji nogawice znaleziono jeszcze w Bremie - datowane są na początek XIII wieku. Ikonografia raczej potwierdza bardzo szerokie datowanie nogawic tego rodzaju - w zasadzie od co najmniej XII wieku, aż po I poł. XV wiek:

Codex Bodmer, 12 wiek Biblia Maciejowskiego, 1240-50            Anathomia Designata per Figures, 1345.                Tacuinum Sanitatis 1390-1400. Godzinki Katarzyny z Cleves, 1440.
W II połowie XV wieku osobne nogawice występują, ale jednopunktowe wiązanie wypierane jest przez bardziej zabudowaną formę, tylko po to, aby finalnie przekształcić się w spodnie, które w ikonografii widzimy już od II połowy XV wieku.

Nogawice w całości zostały zszyte szwem za igłą, a szwy rozłożone na płasko (na tyle nogi) lub na jedną stronę (na stopie) i obszyte na okrętkę. W miejscu, gdzie znajdują się otwory na troczki, wszyte zostało wzmocnienie z lnu.

 

Nie znalazłem niestety bezpośredniego potwierdzenia obecności takiego wzmocnienia w materiale archeologicznym, aczkolwiek podobne wzmocnienia występowały w miejscu gdzie znajdowały się dziurki dla guzików w dopasowanych ubiorach XIV/XV wiecznych. Przykładem tego, może być odnaleziony w Londynie fragment rękawa, datowany na II ćw. XIV wieku, poniżej. Ślady tego rodzaju wzmocnień widoczne są także w ikonografii, ale nie są one na ogół w 100% czytelne.


Dziurki (po dwie na nogawicę) obszyte zostały jedwabną nicą zwykłym szwem do obszywania np. dziurek na guziki (tzw. szew dziergany?). Jedwab został wybrany tutaj nie bez powodu. Jakkolwiek jest to surowiec drogi (tak kiedyś jak i dzisiaj) to ma doskonałe własności mechaniczne - jest śliski, a przy tym wytrzymały. Dzięki niemu tak obszyta dziurka wytrzyma długo. Takie myślenie znajduje też swoje potwierdzenie w materiale zabytkowym. Wspominany rękaw z Londynu (wyżej), jak i zachowany fragment rękawa z Tartu w Estonii (poniżej) posiadają właśnie jedwabne obszycia dziurek.

 

Teraz pozostało mi jedynie uszyć stosowną bieliznę do tych nogawic - zapewniającą możliwość przytroczenia ich w pasie, jak pokazuje ikonografia oraz wykonanie troczków do tego mocowania. Ale o tych elementach kiedy indziej - jak już je wykonam (w najbliższym czasie).

October 25 2016

Kaletka i sakiewka na wygnaniu - skończone

Jakiś czas temu pisałem o nowym projekcie - kaletce, który szyłem, będąc we Francji w delegacji. Wreszcie udało mi się skończyć ten element, więc postanawiam się odrobinę nim pochwalić. Kaletka nie została uszyta na podstawie żadnego konkretnego zabytku, a jedynie wykorzystując różne elementy, jakie przedstawiał O. Goubitz w swojej książce "Purses in Pieces". W swoim założeniu kaletka jest datowana na XIV-XV wiek, dzięki czemu obejmuje dosyć szeroki okres. Dodatkowo, w przypadku bardziej chłopskich zestawów, pasuje również i na początek XVI wieku. Wydaje mi się, że elementy te są na tle popularne, że nie muszę wrzucać ani znalezisk, ani ikonografii - wystarczy oprzeć się na ogólnym opracowaniu na podstawie znalezisk archeologicznych z Holandii, jakie popełnił Goubitz.

Kaletka uszyta jest z ~2 mm skóry wołowej, garbowanej roślinnie. Wykrój zestawiony został z następujących elementów, prezentowanych u Goubitza:


Na powyższych szkicach nie prezentowałem wszystkich rozwiązań technologicznych, a jedynie najważniejsze. Kaletka wyposażona jest w dwie kieszonki, obie skierowane otworami w tą samą stronę, oraz klapkę (którą chyba zmniejszę, bo wyszła za dużą). Widoczne na jednym ze zdjęć lniane wypełnienie wykonane zostało z ręcznie tkanego lnu. Kaletka zszyta jest z ośmiu fragmentów skóry, ponieważ w kilku miejscach jest sztukowana. Po zszyciu całości skóra została zabezpieczona lanoliną, nałożoną na ciepło (dzięki za sugestię Thomas!). 


Dodatkowo, oprócz kaletki, uszyłem sakiewkę, którą prezentowałem już wcześniej. Wykonana jest z cienkiej, owczej skóry garbowanej roślinnie. Dorobiła się ona dziurek i rzemienia do związania. Całość także zabezpieczona lanoliną.


October 23 2016

Nóż z Londynu

Mówią, że można zamówić coś zrobionego dobrze, szybko i tanio tylko pod warunkiem, że wybierze się dwie z tych trzech rzeczy. Rynek rzemieślniczy w rekonstrukcji historycznej, jest doskonałym przykładem, że to stwierdzenie jest prawdziwe (czasami nawet można wybrać tylko jedną z tych rzeczy, ale nie o tym tutaj będzie). Jakkolwiek wszystko do rekonstrukcji staram się wykonywać sam (w sumie uważam, że to ważny element tego hobby) to nie każdy element jestem w stanie wykonać sam, z różnych przyczyn: nie umiem, nie mam możliwości technologicznych lub po prostu zupełnie, skrajnie mi się nie chce (to ostatnie szczególnie w przypadku tkania i naalu). Jako że nie umiem kuć (na żadnym poziomie w sumie) postanowiłem zamówić porządny nóż datowany na XIV/XV wiek, który mógłbym używać z powodzeniem. Do realizacji zamówienia wybrałem kowala Adama Gutowskiego. Post można uznać trochę za sponsorowany ;).

Zacznijmy od samego zamówienia. Na warsztat wzięty został zabytek z Londynu (nr 139) datowany na późny XIV wiek. Nóż o całkowitej długości 216 mm, 112 mm ostrza. Rękojeść wykonana z okładzinami drewna i z okuciami z brązu (skuwka i kapturek). Okładziny rękojeści nitowane litymi, brązowymi nitami do trzonu.


Technologicznie zdecydowałem się na nóż zgrzewany - ostrze wykonane z twardej stali węglowej, otrzymanej technikami współczesnymi, a pozostała część głowni i trzon wykonana z stali dymarkowej, otrzymanej technikami historycznymi. Tego rodzaju konstrukcja była popularna w zasadzie w całym okresie średniowiecza, więc nie ma z tym problemu (nie mam informacji odnośnie konstrukcji tego akurat noża).

 


Nóż wygląda bardzo przyzwoicie, dobrze trzyma się w dłoni. Spaw przeprowadzony jest dobrze, ponieważ nigdzie nie widać rozwarstwień pomiędzy zgrzewanymi warstwami. Technologicznie bardzo na plus. Miło jest spojrzeć na rzemieślnika, który gdy widziałem po raz pierwszy jego wyroby w zasadzie kuł śledzie do namiotów czy motyki, a teraz robi takie całkiem ładne rzeczy.

No ale nie może być za dobrze. Może Gutek pod względem technologicznym podniósł się kilka poziomów wyżej, ale jeśli chodzi o ewidentną rzemieślniczą uczciwość i terminowość, nadal jest fatalnie. Nie bez powodu pisałem u góry o tym dobrze-tanio-szybko. Gutek jest dobry, w sumie całkiem tani, ale stanowczo nie szybki. Ma też problemy z uczciwym przyznaniem się, do tego, że nie wysłał paczki, nie zrobił, nie miał czasu etc. Tak jak w Polskim RR Golub-Dobrzyń przyjął się za stolicę swetrugi, tak Gutek to 'stolica' kilkumiesięcznych obsuw w terminie dostarczenia. Nóż miał do mnie dotrzeć w połowie sierpnia, dotarł w połowie października - dwa miesiące to w sumie niewiele, skomentują niektórzy ;).

No ale wróćmy jeszcze do noża - tak jak pisałem, technicznie jest tip-top. Jest trochę problemów z wiernością zabytkowi - brakuje strudzin po bokach głowni (w oryginale są dwie), kształt głowni jest inny - powinien być z prostym grzbietem, a jest drop point (aczkolwiek i takie głownie są w zabytkach, więc nie jest to błąd krytyczny), proporcje rękojeści nie są idealnie zachowane (rękojeść jest za drobna względem ostrza). Zasadniczo nic z tych rzeczy nie jest poważnym błędem (tj. dla mnie nie jest, bo wszystkie te cechy występują w tych czy innych nożach o tym samym datowaniu, w samym Londynie znaleziono ich kilkaset sztuk), a ja nie nastawiałem się na kopię 1:1. 

Tak więc - nóż stanowczo nie przyszedł szybko ;) ale za to otrzymałem na prawdę dobre reko przy jednocześnie dobrej cenie. Stanowczo mogę polecić Adama każdemu, kto ma trochę czasu na poczekanie (plus drugie tyle na obsuwę) i odpowiednią rezerwę zaufania do rzemieślnika o którym opinie są różne (chociaż fakt faktem, nie słyszałem o nikim, kto by finalnie od niego paczki nie dostał.

Teraz pozostało jeszcze tylko wykonać do noża pochewkę. Ta najpewniej oparta będzie także na wzorach z Londynu, może z jakimiś elementarnymi zdobieniami (po uszyciu kaletki - jakkolwiek by nie wyszła - jakoś coraz mniej obawiam się o prace ze skórą).

Na zdjęciach widać jeszcze D-kształtną sprzączkę do pasa (ta większa), oraz krzesiwo, także z żelaza dymarkowego - oba także wykonane przez autora noża. Mniejsza sprzączka wykonana została z żelaza pudlarskiego (tzw. stare żelazo, ~XIX wieczne żelazo bardzo podobne strukturalnie do surowca z dymarki) przez Iakzę Całość na tle drewnianego talerza ze Szczecina, autorstwa Roberta Wenty. O tych rzeczach przy innej okazji, lub po ich umocowaniu w odpowiednim miejscu (tj. np. na pasku lub w kaletce).

October 15 2016

Walonki w średniowieczu

Ostatnio naszła mnie myśl - czy w średniowieczu znano coś takiego jak walonki, czyli obuwie filcowe. No właśnie - znano? Na pierwszy rzut oka kwestia ta wydaje się trywialna, wszak filc jako taki znany był w zasadzie 'od zawsze', a w średniowieczu był używany popularnie do wykonywania nakryć głowy czy wkładek do butów [1]. Zasadniczo nic zatem nie stoi na przeszkodzie, aby takie walonki wykonać - technologicznie nie różnią się przecież niczym od kapelusza (tj. oprócz formy). Ale czy mamy źródła na jakiekolwiek filcowe okrycia stóp w postaci czy to walonek, czy skarpet czy cokolwiek innego niż płaska wkładka, lub wypchanie czubków butów? Odpowiedź na to pytanie nie jest już taka trywialna.

Rozpocznijmy - nietypowo - od źródła pisanego, w dodatku poetyckiego: "Rozmowy mistrza Polikarpa ze Śmiercią", który datowany jest na początek XV wieku (a na pewno przed 1463, gdy powstała kopia, na której się teraz opieramy). W utworze tym czytamy:

Mors dicit:
(...)
Dam ji czartom na ofierę.
Kustosza i przeora,
Wezmę je do swego dwora,
Z opata sejmę kapicę,
Dam komu na nogawicę,
Z skaplerza będą pilśnianki,
Suknia będzie pachołkom na lanki,
Odejmę mu torłop kuni,
A nie wiem, gdzie się okuni,
Odejmę mu kożuch lisi
I płaszcz, co nazbyt wisi,
Koniecznie mu sejmę imfułę
I dam za szyję poczpułę.
(podkreślenie moje; opracowanie tekstu R. Mazurkiewicz, tekst za staropolska.pl).

Co to są podkreślone w tekście pilśnianki? Przypis w tekście opracowania tłumaczy to, jako 'buty z pilśni'. Potwierdzenie tego tłumaczenia, jak i informację, gdzie szukać dalszych tropów, znajdujemy u Baranowskiego [2]:


Zatem wiemy już że pilśnianki = walonki, które były wykonywane w dodatku przez 'czapników', czyli kapeluszników. Czy zachowały się na ten temat jakieś informacje? Całkiem sporo. Turnau [3] podaje co następuje (podkreślenie moje):





Dobrze, zatem wiemy już, że filcowe skarpety i obuwie wytwarzano od co najmniej XIV do XVI wieku (a najpewniej aż do dzisiaj po prostu). Możemy także zakładać, że skoro wykonanie takowych było elementem egzaminu kapeluszniczego to produkty tego rodzaju nie były niepopularne.

Tego rodzaju obuwie znane jest na świecie zasadniczo od dawna, przykładem mogą być znane z wykopalisk starożytnych filcowe buty z Pazyryk na Ałtaju (po lewej) czy Cherchen w Chinach (po prawej):


Zabytki te datowane są na, odpowiednio, IV/III w pne i XI w pne plus fakt, że pochodzą w zasadzie z drugiego końca świata. W Europie niestety nie znaleziono żadnych tego rodzaju zabytków datowanych na średniowiecze lub wcześniej. Z materiału archeologicznego jasno jednakże wynika, że filc jako-taki w Europie występował.  Turnau [3] podaje wiele przykładów takich znalezisk, datowanych od 4/5 wieku aż do współczesności. Szereg fragmentów filcu znaleziono także w Gdańsku [1], część z nich identyfikowana jest jako wkładki do butów. Niestety w materiale archeologicznym nie udało mi się znaleźć nic, co identyfikowano by jako but lub skarpetę. Więc jak wyglądały? Postarajmy się poszukać odpowiedzi w ikonografii zatem. Poczyniłem proste założenie, po przejrzeniu sporej liczby miniatur, obrazów etc - buty są czarne lub brązowe. Farbowanie skóry, jakkolwiek możliwe, nie pozwala osiągnąć koloru szarego bądź białego, więc taką prostą cezurę przyjmuję (za uproszczenie przepraszam, nie bijcie).

Rothschild Canticles, początek XIV w. Filcowe buty(?)
Herb kapeluszników krakowskich, 1505 r.
"Taniec Wiejski", Pieter Breugel (starszy), 1566 r. - filcowe skarpety(?)Jak zatem powinny wyglądać pilśnianki, które można by nosić na średniowiecznych imprezach? Jako, że nie mam jeszcze własnych, prezentuje zdjęcie z internetu, które - moim zdaniem - najlepiej oddaje wygląd takich butów:

Za http://tangibledaydreams.blogspot.fr/2010/10/tutorial-making-felt-slippers.htmlZasadniczo wydaje mi się, że takie buty swoim kształtem powinny nawiązywać do wykrojów butów z epoki swoim kształtem i np. sposobem wiązania. Inny przykładowy sposób wiązania pokazany został kilka obrazków powyżej (na ilustracji z Rothschild Canticles). Jednakże mam zbyt mało źródeł, aby dokładniej prześledzić niuanse kroju.

Podsumowując więc, stwierdzić możemy, że elementy takie jak filcowe buty i skarpety w średniowieczu (a przynajmniej od XIV wieku w przód) występowało, ale zasadniczo brak nam źródeł aby dokładniej prześledzić - i zrekonstruować - formę tych elementów. Pozostaje nam jedynie korzystanie z analogii z obuwiem skórzanym, jeśli chcemy tego rodzaju elementem wzbogacić strój rekonstruowanej przez nas postaci.

[1] M. Grupa, tekstylia pospólstwa gdańskiego.
[2] I. Baranowski, "Przemysł Polski w XVI wieku", Warszawa 1919.
[3] I. Turnau, "Hand Felting in Europe and Asia, From the Middle Ages to the 20th century", Warszawa 1997.

September 30 2016

Kaletka i sakiewka - postępy

Prace powoli posuwają się do przodu, także te kaletnicze. Zszyłem sakiewkę oraz jedną z kieszeni kaletki (przednią). Nie wszystko poszło tak, jak planowałem, ale to nic - zasadniczo rzeczy prezentują się nieźle.


Sakiewka posiada obszytą na okrętkę krawędź "wyjściową". Całość zszyta została prostym ściegiem "za igłą", jak tekstylia - było to dużo prostsze niż szycie na dwie igły, co w przypadku tak cienkiej skóry ma średni, moim zdaniem, sens. Po wywróceniu sakiewka prezentuje się jak na zdjęciu powyżej.


Kieszeń kaletki posiada tekstylne wypełnienie jednej (tylnej) ścianki. Na przedniej ściance znajduje się obszyte na okrętkę rozcięcie - otwór kieszeni. Tylna ścianka zesztukowana została z dwóch kawałków, dla oszczędności skóry podczas krojenia. Widać to dobrze, na załączonych zdjęciach.

 

Sakiewka wyszła dokładnie tak, jak planowałem :). Gorzej natomiast z kieszenią kaletki. Problematyczne okazało się wywrócenie jej po zszyciu (jest zszyta na dwie igły na lewej stronie) na prawą stronę. Jak widać na zdjęciach nie udało się jej wywrócić w 100% w narożnikach - nawet na mokro (widać zacieki, ale to nie problem, bo i tak będę potem kaletkę lekko przyciemniał olejem i smarował lanoliną). Drugą kieszeń spróbuję zszyć odrobinę inaczej - szwem krawędziowym w newralgicznych miejscach - może to pomoże.

September 23 2016

Kaletka i sakiewka na wygnaniu

Życie (służbowe) znowu rzuciło mnie w dosyć długą delegację do Francji. Podczas poprzedniego wyjazdu uszyłem prostą czapkę wzorowaną na zabytkach z Herjolfsnes oraz kaptur, także luźno wzorowany na zabytkach z tamtego stanowiska. 

Tym razem zabrałem ze sobą trochę kaletniczej roboty - kaletkę, wzorowaną luźno na zabytkach z Dordrechtu i innych, opisanych w książce Olafa Goubitza "Purses in Pieces". Oprócz niej w planach mam uszycie prostej sakiewki skórzanej w kształcie prostokąta.

Kaletka wykonana będzie z garbowanej roślinnie skóry wołowej o grubości około 2..3 mm oraz jednego panelu z ręcznie tkanego lnu. Według planów posiadać ma dwie kieszenie oraz klapkę, zapinana na pasek. Pasek zapinany będzie z pomocą sprzączki metalowej - jakiej, nie wiem jeszcze dokładnie: brązowej albo żelaznej, ale muszę na to znaleźć dobre umocowanie w materiale archeologicznym (zwłaszcza na tą żelazną). Wszystkie elementy konstrukcji potwierdzone są w mat. zabytkowym, o czym rozpiszę się dokładniej 

Sakiewka wykrojona jest z jednego fragmentu cienkiej owczej skóry, garbowanej roślinnie. Tej samej, z której szyłem XVI wieczną kaletkę. Taki najprostszy sposób szycia kaletki, jest w pełni historyczny i potwierdzony zabytkami w książce Goubitza. Sakiewka zamykana będzie podwójnym rzemieniem, który posłuży także do zamocowania jej do paska.

August 21 2016

Tunika z Bocksten - gotowa

Wreszcie udało mi się skończyć tunikę szytą na podstawie znaleziska z Bocksten. Skroiłem ją około 8 miesięcy temu, ale prace nie były zbyt dynamiczne... Staram się przyspieszyć tempo, może w przypadku kolejnych rekonstrukcji to się uda. Korzystając z wyjścia z rodziną na Wyspy Świderskie porobiłem trochę zdjęć tuniki:


Pod tuniką mam  koszulę na podstawie znaleziska z Rogart , którą już prezentowałem na blogu jakiś czas temu, kaptur na podstawie znalezisk z Herjolfsnes (typ 2 w/g Nockert, głównie za H65, jedynie z przedłużonym ogonem) oraz naalową czapkę z ręcznie przędzonej wełny. Tunika przepasana jest w pasie konopnym sznurem, ponieważ a) jest to fajnie biedny akcent, b) nie mam jeszcze u siebie odpowiedniego paska (już zamówiony).

Kaptur uszyty jest lnianą nicią z ręcznie tkanej, niefarbowanej wełny w splocie skośnym 2/1 (by Fuszer). Ogon sztukowany jest z dwóch części, reszta szyta w/g normalnego kroju, z klinami szytymi z dwóch połówek dla oszczędności materiału.


Teraz pozostaje zabrać się za kolejny element kompletu - nogawice. Niedługo krojenie. W dalszej perspektywie kaletka, pochewka na nóż (też już zamówiony) i buty jako skórzany opus magnum ;). 

June 30 2016

Zarobki i ceny w późnośredniowiecznej i renesansowej Europie, część II

poprzedniej części artykułu przyglądaliśmy się zarobkom uboższych mieszkańców wsi i miast w XIV – XVI wiecznej Europie i ich wydatkom na produkty spożywcze. Zarobki w tej grupie ludzi rozciągają się od 1,45  g Ag /dzień w  przypadku robotników rolnych, aż do 22  g Ag /dzień  w przypadku młynarza czy 60  g Ag /dzień  w przypadku kapitana straży konnej oddziału najemnego. Minimalny wydatek na jedzenie, które może zapewnić przeżycie i relatywnie zróżnicowaną dietę oszacowałem na 0,81  g Ag /dzień, a po doliczeniu napojów (piwa) około 1,3  g Ag /dzień . Oznacza to że nawet uboższy, niewykwalifikowany robotnik miejski, dysponuje jakimiś środkami ponad bytowe minimum i może wydać je np. na ubranie. Przyjrzyjmy się zatem jak rozkładają się ceny w tym sektorze.



Wśród uboższych mieszkańców średniowiecznej Europy popularne było samodzielne szycie ubrań, lub zamawianie ich u ‘partaczy’ – wytwórców niezrzeszonych w cechach (i zasadniczo tańszych niż cechowi krawcy czy szwacze). Na potrzeby niniejszego opracowania załóżmy, że wszystkie ubrania, jakich wartość będziemy szacować, są szyte samodzielnie w domu.


Przyjrzyjmy się w pierwszej kolejności cenom tkanin. W pierwszej kolejności lnu. Ceny, standardowo, podane są w gAg/mb. Przyjrzyjmy się cenom w Antwerpii, Krakowie i Londynie. Zaprezentowane dane wydają się być spójne i wskazują, że średnia cena metra bieżącego lnu waha się w średniowieczu od 1 gAg/mb do 3 gAg/mb, a w XVI wieku spada aż nawet do 0,5 gAg/mb.


Ciekawe wydają się być obserwacje dotyczące nagłych zmian kosztów, tak jak w latach '30 XV wieku w Krakowie, czy w okolicach roku 1489 w Antwerpii i w Krakowie. Ten pierwszy połączyć można by z Wojnami Husyckimi, a drugi z epidemiami Tyfusu, jaki w 1488 roku zawitał po raz pierwszy do Europy.

Zakładając samodzielne szycie ubrać (jak będziemy to czynić dla uproszczenia artykułu) koszt uszycia ubrania sprowadza się zasadniczo do kosztów materiału. Według zgrubnych wyliczeń dzisiejszych rekonstruktorów na komplet bielizny (3 sztuki gaci + koszula) potrzebne jest około 3,5 mb lnu. Pamiętając, że historycznie materiały szerokość miały równą około połowie tego co spotykamy dzisiaj w sklepach (60..70 cm) na nasz komplet bielizny, który zamierzamy sobie uszyć przeznaczyć musimy od 7 do 21  g Ag , a jeśli mówimy o XVI wieku to możemy zamknąć się nawet w 3,5  g Ag  (co częściowo tłumaczy pojawianie się/zwiększanie popularności lnianych ubiorów w XVI wieku - por. zabytki z zamku Alpirsbach).

W przypadku lnu sprawa jest prosta  – w większości przypadków mamy do czynienia z tkaniną o podobnej jakości, niebarwioną etc. W przypadku materiałów tkanych z wełny sprawa jest inna. Tkaniny wełniane mogą różnić się pod względem grubości, jakości, wykończenia i oczywiście barwienia. Wszystkie te czynniki mają ogromny wpływ na zastosowanie danej tkaniny oraz jej cenę. Z uwagi na nasze zainteresowanie głównie warstwami uboższymi skupimy się na najtańszych materiałach spośród tych, jakie udało mi się znaleźć w dostępnych źródłach.



W przypadku zapisków z Lubeki i Hamburga brak jest zapisków na temat jakości czy rodzaju tkaniny, wiadomo jedynie skąd jest ona importowana. Najtańsze materiały, jakie udało mi się znaleźć w Lubece to np. tkanina wełniana importowana do Lubeki z Hamburga w latach 1473-86 (średnio 83,82    g Ag /mb) lub z Harderwijk w latach 1475 -1545 (średnio 92,18  g Ag /mb). Ceny te są jednak nadal dosyć wysokie, jeśli porównamy to z cenami np. z Londynu (średnio 40,94  g Ag /mb w XIV w, 31,27  g Ag /mb w I poł. XV w, 25,20  g Ag /mb w II poł XV w i 26,57  g Ag /mb w I poł. XVI wieku)  czy w Belgii (średnio 8,74  g Ag /mb w I poł. XV w, 6,61  g Ag /mb w II poł XV w i 7,32  g Ag /mb w I poł XVI wieku). Na poniższym wykresie przedstawiono zależność ceny metra bieżącego wełny w Londynie (po lewej) i w Belgii (w Antwerpii, po prawej) w XIV - XVI wieku.


Jak widzimy zatem na podstawie zgromadzonych powyżej przykładów cena wełny wahała się ogromnie. Zasadniczo uważam, że ta różnica kosztów wynikała raczej nie z lokalnych różnic na rynkach tekstylnych w różnych częściach Europy, a z różnej jakości wełny, która w danym miejscu trafiła do księgi i do opracowań. Przedstawiam dosyć szeroki zakres cen tych materiałów głównie po to, aby pokazać jak duży był zakres cen pomiędzy wełnami najtańszymi - słabej jakości, grubymi, niefarbowanymi i ze słabym wykończeniem, a droższymi - farbowanymi, cieńszymi, folowanymi i strzyżonymi. Oczywiście kwota tych  ca. 100  g Ag /mb nie jest górną granicą cen wełny w średniowieczu, ale jest równie daleko poza zasięgiem najbiedniejszych osób, co te droższe. 

Dodatkowo, gdyby uwzględnić koszty samej wełny (surowca, a nie gotowej tkaniny), która wykorzystywana by była do domowego przędzenia i tkania (co wydawać by się mogło popularne w najuboższych kręgach społecznych) to efektywne ceny 1 mb wełny mogłyby być jeszcze niższe dla naszego niebogatego mieszkańca miasta lub wsi.

Policzmy zatem koszt uszycia ubrania. Na dłuższy, obszerniejszy ubiór spodni - cote, tunikę, jopulę (które zasadniczo popularne były wśród plebsu do końca XV wieku) potrzebować będziemy około 5 mb (średniowiecznych, wąskich). Przekłada się to na koszt - skupiając się na XIV - XV wieku - od 33  g Ag  do 126  g Ag  czy nawet ponad 460  g Ag . Nogawice czy też spodnie kosztować nas będą od ok 20 do ponad 275 , a szata wierzchnia w postaci np. kabata, robe, sajana czy szuby to koszt od 46  g Ag  do 650  g Ag .

Oprócz oczywiście uszycia ubrania zakupić musimy także buty - te zrobić w domu jest trudniej, więc skupmy się na cenach zakupu obuwia. W zapiskach, jakie udało mi się odnaleźć dla Lubeki, w roku 1416 za buty płacono od 8,9  g Ag /parę  do ponad 21  g Ag /parę. Z kolei w Londynie zapiski wskazują na koszt 4,7  g Ag /parę (1457 r.), 2,8  g Ag /parę (1483 r.) czy ok 3,2 (1508 - 1511). 

Podsumowując: aby ubrać się w jakikolwiek zestaw minimum potrzebujemy 7  g Ag  (bielizna), 33  g Ag  (szata spodnia), 20  g Ag  (nogawice/spodnie), 46  g Ag  (szata wierzchnia) oraz około 10  g Ag  (buty). Łącznie daje nam to 116  g Ag . Aby skontrastować to z zarobkami, oszacować trzeba jakiś czas amortyzacji odzieży, czyli mówiąc w skrócie - co jaki czas dany element był kupowany nowy, bo się zużywał, uszkadzał czy po prostu dana osoba mogła pozwolić sobie na takie widzimisie. I tak oto oszacowałem, zupełnie arbitralnie i nie podpierając tego niczym:
  • Buty - pół roku
  • Bielizna - rok
  • Szata spodnia - dwa lata
  • Nogawice/spodnie - dwa lata
  • Szata wierzchnia  - pięć lat.
Przemnóżmy zatem poszczególne koszty wymieniane powyżej przez odpowiedni czynnik (od 2 do 0,2), aby uzyskać wydatki na poszczególne elementy ubrania w skali roku:

  • Buty  - 17,8 .. 42  g Ag
  • Bielizna - 7 .. 21  g Ag
  • Szata spodnia - 16,5 .. 230  g Ag
  • Nogawice/spodnie - 10 .. 137,5 gAg
  • Szata wierzchnia - 9,2 .. 130  g Ag
Co w skali roku daje nam łączne wydatki od 60  g Ag  do 590  g Ag , a w przeliczeniu na dzień (bo tak podawaliśmy zarobki) to wychodzi od 0,164  g Ag /dzień do 1,161  g Ag /dzień . Czyli - nie aż tak dużo. Jeśli rekonstruujemy postać mieszczanina - rzemieślnika, a nie najgorzej zarabiającego pracownika fizycznego - to stać nas na ubrania. Pytanie, na które niestety nie umiem odpowiedzieć, to jak powyższe ceny i klasy materiałów przekładają się na realną ich jakość w jednostkach, które jesteśmy w stanie przypisać do materiałów jakie kupowane są obecnie - tj. gęstość splotu, kolor etc. W tej materii każdy musi sobie odpowiedzieć sam i przyjąć pewne założenia, aby określić na co stać jego postać - poziom zarobków i podstawowe wydatki na żywienie opisałem w poprzednim wpisie. Tutaj postarałem się przybliżyć koszty tańszych ubrań, bo 1 mb jedwabiu, zaimportowanego z Damaszku w roku 1549 kosztował ponad 270 gramów srebra, więc niemalże o dwa rzędy wielkości więcej niż wymienione powyżej ceny.

Jednakże - nie rezygnujmy zupełnie z jedwabiu. Z tego materiału są doskonałe nici. Jak pokazują zabytki z Anglii (Londyn bodajże) to wszystkie dziurki na guziki w znalezionych tekstyliach obszyte były właśnie jedwabiem - przędza/nić jedwabna nić kosztuje od 47  g Ag /kg (1363 r) do 19  g Ag /kg  (1497 r). więc potrzebne do obszycia dziurek kilka..kilkanaście gram kupić można było już za mniej niż 0,1  g Ag .

Mam nadzieję, że tą część będzie czytało się Wam równie przyjemnie, jak pierwszą. Z chęcią odpowiem na wszelkie pytania, jakie zadacie tutaj czy na FB. Kolejną część cyklu chciałbym poświęcić kosztom uzbrojenia, aby móc oszacować ile żołnierz najemny (których zarobki znamy) mógł realnie posiadać zbroi i innego wyposażenia. Przyjrzymy się także przy tej okazji broni palnej i kosztom jej eksploatacji.

May 21 2016

Rusznica z zamkiem lontowym na XV/XVI wiek

Wreszcie dotarła do mnie nowa zabawka - niezwykle istotny element moich 'zestawów' na II połowę XV i I ćw. XVI wieku - rusznica lontowa.



Rekonstrukcja rusznicy oparta jest głównie o rysunek w Kriegsbuchu Filipa Möncha, datowanym na 1496 rok (UB Heidelberg, Cod.pal.germ. 126, fol. 28v.):


Aczkolwiek podobna broń używana była już wcześniej, chociażby na zaprezentowanym szkicu (Cod. germ. 734, ca. 1470), czy zabytku z Drezna, datowanego na połowę XV wieku:

 

Sama forma przewija się już wcześniej, zatem dosyć bezpiecznie przyjąć można, że rusznica w takiej formie egzystować mogła już w III ćw. XV, a w IV ćw. XV wieku była czymś normalnym. Jeśli chodzi o drugi koniec datowania - XVI wiek - to ciężko określić koniec użytkowania broni o takiej formie. Bezpiecznie można założyć, że rusznice tego typu wykorzystywano do lat '30..'40 XVI wieku.

Lufa rusznicy bazowana jest na dwóch zabytkach (chociaż najpewniej podobna będzie do większej ich ilości) - lufy hakownicy datowanej na 1481 rok, wykonanej w Monachium (poniżej) oraz szerzej datowanej na II połowę XV wieku lufy, jaką znalazłem w archiwum aukcji Herman Historica (powyżej):

Herman Historica (więcej zdjęć)
W lufie z 1481 roku warto zwrócić na archaiczną formę panewki prochowej - pomimo początkowej chęci na jej skopiowanie przystałem na późniejszą formę.


Płytka zamka jest bezpośrednio wzorowana na manuskryptach z końcówki XV wieku, podobnie jak kształt kurka i spustu (wyglądający jak spust kuszy).

Niezwykle ciekawym jest mechanizm montowania lontu lub hubki w kurku:


Kurek składa się z dwóch sprężynujących blaszek, które ściskane są z pomocą obejmy, przesuwanej po kurku. Jest to rozwiązanie wzorowane na zabytku, ale da się je wypatrzeć także w ikonografii (jak odnajdę obrazek na którym to widziałem to wkleję):


Dodatkowo - przyrządy celownicze - muszka i szczerbinka. Nie wiem jaki jest graniczny moment, ale jak pokazano powyżej lufa datowana na 1481 rok jest wyposażona w taki zestaw. W związku z tym, ze chciałbym postrzelać z tej rusznicy kulowo, do tarczy, jest ona wyposażona w taki właśnie zestaw przyrządów celowniczych.


Postaram się wkrótce zrobić jakieś ładne zdjęcie całego zestawu - tekstyliów jak i broni :).

Co jeszcze jest potrzebne? Sporo rzeczy. Muszę skompletować akcesoria i mat. eksploatacyjne do broni:

  • Prochownicę (do podsypki na panewkę) i pojemniki na ładunku (wciąż się łudzę, że znajdę przedstawienie apostołów na II połowę XV wieku). 
  • Kule (fabryczne), a docelowo rekonstrukcję XV/XVI wiecznej kulolejki.
  • Lont - do strzelania rekreacyjnego superwolnopalny lont, do rekonstrukcji lont konopny (nasączony np. saletrą) lub hubka.
  • Grajcar, wycior etc. Jest całkiem sporo zachowanych elementów tego rodzaju z epoki, więc ich rekonstrukcja nie powinna być zbyt problematyczna.


April 30 2016

Czapka z Herjolfsnes

Korzystając z wyjazdu służbowego do Francji uszyłem sobie czapkę :). W planach było także uszycie kaptura, jednakże na to czasu już nie starczyło - będę szył w najbliższym czasie.

Czapka oparta jest luźno o znaleziska z Herjolfsnes na Grenlandii (nr. 83-86). oraz ikonografię. Zrekonstruowany wykrój znaleziska (za stroną Marca Carlsona) prezentuje się jak pokazano na rysunku poniżej. Podobne nakrycia głowy znane są z innych stanowisk (np. Leens w Holandii) czy z ikonografii. Datowanie zabytku z Grenlandii to, generalnie, XIII - XIV wiek, ale czapki w takim kroju noszone są już od starożytności/ W mojej wersji, w porównaniu do prezentowanego poniżej zabytku, przedłużyłem wykrój, aby możliwe było wywinięcie czapki. Ma to przyczynę czysto estetyczną i potwierdzenie na ikonografii.  
Czapka uszyta została z brązowej, ręcznie tkanej wełny w splocie skośnym. Dla uproszczenia pominąłem sztukowania w części wełnianej. Całość czapki wyposażona jest w podszewkę z ręcznie tkanego lnu. 'Denko' podszewki jest sztukowane z dwóch kawałków - wyciąłem je z kawałków, jakie pozostały mi po szyciu koszuli. Czapka uszyta została w całości ręcznie: szwy nośne szyte za igłą, a potem obszyte na płasko; podszewka zszyta z wierzchnią częścią również szwem za igłą, na lewej stronie; po wywróceniu całości na prawą stronę wzdłuż krawędzi czapki położyłem pojedynczą linię pikowania (stab-stitch) dla lepszego nadania formy brzegu. 

Czapka prezentuje się następująco:

     

April 25 2016

Zarobki i ceny w późnośredniowiecznej i renesansowej Europie, część I

W ostatnich latach w polskim ruchu rekonstrukcyjnym sporą uwagę zaczyna przywiązywać się do statusu społecznego odtwarzanej postaci, który w oczywisty sposób rzutuje na to w co ubiera się dana persona czy też co i jakiej jakości posiada. Zasadniczo to na co kto mógł sobie pozwolić widać doskonale np w źródłach ikonograficznych, jednakże tematykę tą można także analizować poprzez dane na temat zarobków poszczególnych grup społecznych i kosztów poszczególnych dóbr. Jako że mam odrobinę wolnego czasu, postanowiłem przejrzeć dostępne mi materiały i przedstawić pewną syntezę w/w danych.

Dla ułatwienia w tekście posługiwać się będę dzisiejszymi, metrycznymi jednostkami miary, a zarobki i ceny dóbr przedstawiać będę w gramach srebra (gAg). Zasadniczo jest to dosyć dobrze oddająca realia jednostka, która jednocześnie ma szereg innych zalet, m.in. ułatwia porównywanie cen w różnych latach (kompensując psucie pieniądza) i pozwala na porównywanie cen w różnych państwach (wymiana walut w średniowieczu jest problematyczna). Przy pewnych obliczeniach przyjęto 250 dni pracujących w roku.


Zarobki

To co w oczywisty sposób determinuje stan posiadania danej osoby są zarobki. Przyjrzyjmy się zatem, jak rozkładają się zarobki poszczególnych grup zawodowych. Analizę rozpocznijmy od zarobków najniższych - robotników niewykwalifikowanych. W tą grupę wliczać będą się wszyscy pracownicy fizycznie, którzy wykonują najprostsze zadania - np. tragarze, robotnicy budowlani. Na poniższych wykresach umieściłem dane dotyczące dziennych zarobków robotników budowlanych w czterech dużych miastach Europy - Londynie, Sztrasburgu, Krakowie i Florencji.
Rys. 1. Zarobki robotników budowlanych w XIV - XVI wieku w Europie.W przypadku robotników o wyższych kwalifikacjach zarobki były, oczywiście, istotnie wyższe, jednak różnica nie jest taka ogromna. Na przykład w Lyonie w XVI wieku, porównanie wygląda następująco:
Rys.2. Porównanie zarobków mistrza murarskiego i niewykwalifikowanego robotnika w XVI wieku w Lyonie. Przedstawiona powyżej średnia nie jest daleka od prawdy w całej Europie. Na przykład w 1420 roku w Krakowie stolarz zarabiał ok. 4,52 gAg/dzień, a jego pomocnik 3, 41. W II połowie XVI wieku i w XVII wieku stosunek ten powoli zwiększa się i przekracza dwa, jednak są to już czasy daleko poza zakresem zainteresowań tego artykułu.

Jak ma się sprawa z bardziej wykwalifikowanymi pracownikami? Przyjrzyjmy się danym m.in. Lubeki (do której kilkukrotnie jeszcze wrócimy, ponieważ zachowało się bardzo dużo danych z tego miasta nt. ekonomii). Kusznik (wytwórca kusz) zarabiał od 2,67 gAg/dzień w XIV wieku do 3,56 gAg/dzień w XV wieku. Rusznikarz od 4,45 gAg/dzień w XV wieku do nawet ponad 13 gAg/dzień w XVI wieku. Sekretarz sądowy w 1485 i 1486 roku zarabiał 10 gAg/dzień. XV i XVI wieczny lekarz wykazywał przychody od 6,68 gAg/dzień do ok. 13 gAg/dzień. Ludzie jeszcze bogatsi, na przykład młynarz, zarabiali odpowiednio więcej - ponad 22 gAg/dzień (1452 rok). Na podobne zarobki w XV wieku mogli liczyć także niektórzy urzędnicy, na przykład inspektor w mennicy (?).

Dla wielu osób w środowisku rekonstruktorskim niezwykle cenną informacja mogą też być zarobki żołnierzy. W 1447 roku najemnik za dzień swojej służby otrzymywał od 4,5 do niemalże 5 gAg,  a w połowie XVI wieku już od ok. 9 do prawie 12 gAg/dzień. Oczywiście mowa tutaj o szeregowych - wyżsi szarżą żołnierze, na przykład kapitan straży konnej, mógł liczyć na zarobki od 6,7 gAg/dzień (w XIV wieku) poprzez 15,6 gAg/dzień (ok połowy XV wieku) do 60 gAg/dzień (pod koniec XV wieku).

Osobną grupą są chyba najbiedniejsi ze wszystkich: robotnicy rolni i rolnicy. Dane dla tych grup są bardzo skąpe, głównie z uwagi na to, że rolnicy hodowali towary często dla siebie, prowadzili handel wymienny i nie mieli styku z pieniądzem aż tak często jak mieszkańcy miast. Udało mi się odnaleźć informacje dla zbieraczy winogron z Wiednia oraz pracowników rolnych z Monachium. Dane ich dotyczące za XV i XVI wiek zawarte są na poniższym wykresie.
Rys. 3. Zarobki robotników rolnychZbieracze winogron nie zarabiali tak źle, średnio 2,33 gAg/dzień. Robotnicy rolni natomiast 1,45 gAg/dzień - najmniej ze wszystkich przedstawionych tutaj grup.

Podsumowując, zarobki rozpatrywanych grup w XV wieku rozkładają się od 1,45 gAg/dzień do ponad 60 gAg/dzień. Najmniej zarabiają oczywiście niewykwalifikowani robotnicy, jest to przedział od 1,45 do 3,88 gAg/dzień. Dalej za nimi lokują się wykwalifikowani robotnicy (murarze, cieśle, stolarze) oraz rzemieślnicy z zarobkami do ok 5 gAg/dzień. Na takie zarobki liczyć mogli także żołnierze najniższego stopnia. Przedział od 5 do 10 gAg/dzień to już niżsi urzędnicy, lekarze etc. Powyżej 10 gAg/dzień zarabiali właściciele np. młynów (o innych przybytkach nie znalazłem informacji).

Dla uproszczenia dalszych analiz przyjmijmy więc 3 grupy: najbiedniejszych - od 1,5 do 4 gAg/dzień, średniozamożnych - od 4 do 10 gAg/dzień i bogatszych mieszczan - powyżej 10 gAg/dzień (do ilu nie wiem i ciężko mi to zdefiniować).

Zapamiętajmy teraz powyższe wyliczenia, szczególnie te dla Lubeki, gdyż na przykładzie dokumentów z tego miasta prześledzimy ceny. Jest ono stosunkowo miarodajne z uwagi na swoją wielkość; zasadniczo koszty życia i zarobki w największych miastach (por rys.1) są większe - tak jak teraz.

Koszty życia

Analizę kosztów życia rozpocząć trzeba od rozpatrzenia kosztów jedzenia. Dla uproszczenia, jak pisałem powyżej, skupimy się na cenach w Lubece (przy korzystaniu z innych źródeł będę ostrzegał). Analizę rozpocznijmy od przyjrzenia się kosztom zboża w XIV - XVI wieku.
Rys. 4. Rozkład cen zboża w XIV, XV i XVI wieku w płn. Niemczech.Jeśli przeliczymy teraz litry na kilogramy, a następnie na kalorie dla każdego ze zbóż otrzymujemy:

Tab.1. Średnie ceny 100 kcal w XIV - XVI wieku z podziałem na źródło kalorii (zboże) wiekowies (gAg/100 kcal)żyto (gAg/100 kcal)pszenica (gAg/100 kcal)XVI0,025860,032760,0429XV0,010750,015250,01945XIV0,004390,007
Efektywnie więc, jeśli o wykarmienie się idzie różnice pomiędzy najtańszym (owies) a najdroższym (pszenica) zbożem były dosyć istotne - niemalże dwukrotne. Jeśli takich zbożowych kalorii chcemy przyjąć teraz, powiedzmy 3000 dziennie, to daje nam (w XV wieku) od 0,323 do 0,584 gAg/dzień. No ale samo zboże, nieważne jak przetworzone, to gorzej niż źle. Zjedzmy sobie może do tego jajeczko. Jak kształtowały się ceny jaj w Antwerpii pokazuje rysunek 5.
Rys. 5. Rozkład cen jaj w Antwerpii w XIV - XVI wieku.Załóżmy że codziennie zjadać będziemy dwa jajka (co nie jest dalekie od rozsądku, biorąc pod uwagę ich wielkość - jajka średniowieczne były najpewniej istotnie mniejsze od dzisiejszych) - daje nam to (w XV wieku) wydatek równy 0,134 gAg/dzień. Pozostając jeszcze w Antwerpii zakupmy tutaj jeszcze groch, ser i mięso:
Rys. 6. Rozkład cen grochu, sera i wołowiny w Antwerpii w XIV - XVI wieku.Zakładając, że kupujemy (na dzień) 0,5 l grochu (w XV wieku) wydamy na to warzywo 0,128 gAg/dzień. Do tego dorzućmy 50 g sera - 0,041 gAg/dzień - oraz 100 g mięsa wołowego  - 0,183 gAg/dzień. W średniowieczu występowało około 200 dni postnych w całym roku, więc bardzo często będziemy zmuszeni zastąpić naszą wołowinkę np. rybą jeśli mamy ochotę na coś żywego, Wróćmy do Lubeki, gdzie zakupić możemy wiele gatunków ryb: dorsza, śledzia czy molwę. Litr tego pierwszego 6,286 gAg, a drugiego 11,880 gAg. Litr ponieważ ryby kupowało się na beczki (i jednostki pochodne). Jeśli zatem  w dzień postny zrezygnujemy z jajek, sera  oraz mięsa to nadal ryba może pozostawać poza naszym zasięgiem finansowym. Ot, post.

Skoro już pojedliśmy, to teraz można to czymś popić. Najlepiej piwem - jest zdrowe i tanie. W XV wieku cena piwa w Lubece kształtowały się następująco:
Rys. 7. Rozkład cen piwa w XV wieku w Lubece.Litr zwykłego, lokalnego piwa kosztował średnio 0,3 gAg. Aby wypić takiego piwa ok 2..3 litrów dziennie zainwestować musimy prawie 1 gAg/dzień, ale jeśli kupujemy najtańsze piwko, jakie pokazuje rozkład, to wydatek ten może się zmniejszyć już do ok. 0,4 gAg/dzień.

Podsumowując zatem nasze minimalistyczne XV wieczne menu: kupiliśmy ok 1,5 l zboża, dwa jajka, 0,5 l grochu, 50 g sera i 100 g wołowiny. Całość takiej diety kosztować nas będzie ok 0,81 gAg/dzień (pomijając dni postne). Do tego doliczyć trzeba koszty napojów (jeśli nie wytwarzamy ich sami w domu). Oczywiście, oprócz kupowania pokarmów, możemy częściowo samodzielne je wytwarzać - trzymać kury, hodować warzywa etc. Jakkolwiek nie będzie to podstawą naszej diety to pozwoli ją urozmaicić i uczynić ciekawszą.

W kolejnej części artykułu postaram się omówić kolejne wydatki, jakie mogą czekać naszą niezbyt bogatą postać w XV wieku. A póki co - jeśli macie jakieś komentarze, sugestie bądź pytania (na przykład o koszty jakichś innych produktów spożywczych) pozostawiajcie je w komentarzach - postaram się uzupełnić artykuł według sugestii i w miarę możliwości odpowiedzieć na Wasze pytania.

April 12 2016

Koszula z Rogart

Wreszcie coś ruszyło :). Przed wyjazdem służbowym (na którym obecnie siedzę) udało mi się skończyć szyć koszulę.

Jako, że chciałem uszyć możliwe prostą koszulę, a jednocześnie wzorowaną na znalezisku archeologicznym zdecydowałem się na uszycie koszuli z Rogart (Szkocja). Opis znaleziska znaleźć można na stronie Marca Carlsona. Zabytek datowany jest na XIV wiek, chociaż nie jest to pewne datowanie. Z tego co wiem, koszula nie doczekała się datowania C14. Wykrój zabytku wygląda tak:


Uprościłem krój rękawów i uczyniłem je symetrycznymi:

Za www.marariley.netAby koszula była wygodna przy tej długości, po obu stronach pozostawione są rozporki (niezszyte boki od pewnej długości). Tego rodzaju rozporki przewijają się w ikonografii dosyć często:

Polycrates Hanged
(Getty 63, fol. 106), c. 1415Death of Mark, Romance of the Round Table
(BNF Fr. 112 (3), fol. 163), c. 1470
Koszula jest wyjątkowo długa, sięga do kolan (jak te z ikonografii). Patrząc na wykrój wydawać może się strasznie obszerna, jednak w rzeczywistości aż taka nie jest.


Koszula uszyta została z zabytkowego, ręcznie tkanego lnu o szerokości belki odpowiadającej szerokości koszuli. Dzięki dobraniu odpowiedniego materiału, udało się zminimalizować straty przy krojeniu i uprościć obszywanie bocznych szwów koszuli. Dodatkowo, krój taki ma taką zaletę, że wydaje się być mocno zbliżony do tego, jak krojono w średniowieczu - oszczędnie i z poszanowaniem tkaniny. Koszula zszyta została lnianą, lekko nawoskowaną nicią szwem 'za igłą', szwy następnie obszyto na płasko po podwójnym podwinięciu (lub pojedynczym, gdzie brzegiem wykroju był brzeg tkaniny).


Niestety na delegację nie zabrałem za dużo robótek do szycia (brak miejsca w walizce) to niewiele ruszę do przodu w najbliższym czasie. Jednakże mam zamiar przez najbliższe trzy tygodnie troszkę poszyć to, co zmieściło się do walizki :). Niebawem, mam nadzieje, pochwalę się wynikami.

March 06 2016

Tunika z Bocksten - postępy cd.

Ciąg dalszy postępów z szytą przeze mnie tuniką. W zasadzie pozostały tylko do wszycia przedni i tylny klin i wykończenie kilku szwów wewnątrz tuniki. Póki co tunika prezentuje się tak (przynajmniej już można ją ubrać):


Szwy nośne oraz wykończenia tuniki wykonano z pomocą lnianej, nawoskowanej nici (co jest zgodne z niektórym znaleziskami, np. z Grenlandii, Danii etc). Generalnie wolę szyć, nawet wełniane rzeczy lnianym nićmi (jest wygodniej. Tak wygląda lewa strona - na prawej nie ma śladu po szwach.


Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl