Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

October 21 2017

Jesienna aktualizacja

Po okresie wzmożonej aktywności pod koniec lata nadeszło jesienne uśpienie. Obroty zwolniły, a wraz z nimi tempo realizacji poszczególnych projektów i publikacji newsów na blogu. Nie oznacza to, że nic aktualnie nie robię.


Obecnie na tapecie:


Wełniany ozdobny kabat. Więcej na temat tego ubioru i sposobu jego wykończenia, jaki sobie zaplanowałem napisałem w notce sprzed prawie roku. Obecnie prawie cały kabat jest już skrojony (brakuje tylko lnianego wzmocnienia pod guziki i opcjonalnej stójki (tzn. nie jestem przekonany, czy starczy mi tej wełny). Niebawem napiszę coś więcej na temat postępów.



Spektrometr impedancji oparty o układ scalony AD5933. Jako że to projekt na konkurs nie chcę o nim pisać na blogu. Przynajmniej dopóki układ nie będzie gotowy i uruchomiony.



Wykończenie dwóch tarcz z desek (od Roberta Wenty). Jedna (na pierwszym planie) wymaga naklejenia pokrycia z pergaminu (widać go z tyłu);  od drugiej strony ma przyklejone płótno lniane pokryte gessem. Druga - trójkąt - jest już pokryta, ale nie ma wszystkich pasków, więc wymaga ich zamocowania. Planuję ją pomalować w jakiś prosty wzór. Ta kryta pergaminem najpewniej pozostanie pokryta tylko pergaminem, ponieważ #bieda. No chyba, że znajdę źródła na malowanie bezpośrednio na pergaminie ;). Na dole widać kartonik z materiałami do klejenia i malowania - będzie koszernie.

Ponadto w dalszej perspektywie:
  • Ciuchy dla Alana - kaftan, nogawice, buty.
  • Ciuchy dla Kipczaka - kaftan, może drugi kaftan. Dosyć wysoki priorytet tutaj.
  • Pikowane elementy na XIII-XV wiek pod hełm i na ręce.
  • Dokończenie tekstyliów celtyckich i skompletowanie dodatkowych elementów.
  • Stacja lutownicza do miniaturowych rączek Wellera (są fajne i niedrogie, a stację złożyć prosto samemu).
  • Zasilacz warsztatowy na impulsowych modułach z AliExpress.
  • Sprzęt audio: karta USB, DAC, wzmacniacz słuchawkowy... większość elementów na razie w zarysie.
  • Malowanie figurek do Warhammera 40k. Zbieram Tau, trochę grywam i staram się pomalować swoją armię. Z uwagi na brak czasu idzie to powoli, ale niebawem może coś pokażę.
Więcej detali niebawem.

September 10 2017

Celtycka stylizacja II


W zasadzie ukończyłem już mój podstawowy zestaw ciuchów na starożytność, którego początek prezentowałem tutaj. Do zestawu doszła tunika, buty ze skarpetami oraz owijacze.


Zasadniczo wszystkie elementy tego zestawu są zrobione na szybko, bez super-silnego starania się na zachowanie zgodności z jakimś konkretnym źródłem wykopaliskowym... wszystko kwestia czasu, jaki miałem na realizację tego projektu (mało) z uwagi na zbliżającą się imprezę w Niepołomicach. No ale mimo wszystko starałem się jak mogłem. 

Cały czas realizacji tego projektu to, około miesiąca (póki co) i w tym czasie uszyłem cały pokazywany komplet, a także spodnie i tunikę dla syna (co pewnie pokażę kiedy indziej). Całkiem nieźle, jak na moje dotychczasowe tempo 😉.

Tak więc po kolei:

Tunika oparta została o jakieś moje ogólne wyobrażenie o starożytnych tunikach, rzymskie tuniki oraz trochę o zabytek z Lendbreen (poniżej).



Tunika uszyta została z wełnianego koca. Szyta jest z jednego kawałka, szwy idą jedynie pod pachami i po bokach. Rękawy kończą się na równie z szerokością rzeczonego koca, dzięki czemu nie trzeba było ich obszywać - wykorzystuję tutaj krajkę materiału. Ten rodzaj szycia przewija się gdzieś w materiale zabytkowym i, wydaje mi się, jest o tyle charakterystyczny dla antyku, że potem, z czasem zanika 


Idąc niżej, na spodniach, o których pisałem już poprzednio, mam owijacze, oparte o zabytek z bagna Søgårds: 

 

Oczywiście moja rekonstrukcja jest tylko do pewnego stopnia oparta o zabytek. W oryginale materiał jest tkany na dokładnie taką szerokość, jaką mają finalne owijacze, a sznurki do wiązania są przedłużeniami osnowy materiału, a nie doszytym sznurkiem/krajką. 

Dodatkowo na nogach mam naalowe skarpety z ręcznie przędzionej wełny i buty, oparte na wzorze, jaki krąży w sieci, aczkolwiek de-facto nie wiem skąd pochodzi... Buty to proste jednokrójki, więc nawet jeśli nie są oparte na jakimś konkretnym znalezisku, to doskonale wpisują się w charakter obuwia z epoki.

Teraz jedyne co mi pozostało to wykończyć ciuchy dla Leonka, zrobić dla niego buty i natłuścić czymś obie pary, aby wytrzymały pogodę z końca września. Potem chciałbym jeszcze uszyć prostą, lnianą torbę (aczkolwiek gdzieś powinienem taką mieć chyba) i tyle.

September 04 2017

Kord z Michalic - wariacja/próba rekonstrukcji


Do XIV/XV wiecznego zestawu plebejusza nic tak dobrze nie będzie pasować, jak prosty nóż bojowy/kord (bauernwehr). Tego rodzaju wyposażenie doskonale sprawdza się tak w obejściu, jak i na gościńcu. 

Takie noże przewijają się na przedstawieniach plebejuszy w zasadzie przez koniec XIV wieku oraz cały XV i XVI wiek, niewiele zmieniając się w formie.

Nóż oraz pochwa do noża zamówione zostały w Pagancraft Workshop; robotę Grzesia oceniam na bardzo wysokim poziomie. 

Rekonstrukcja korda oparta została o głownię tytułowego korda z Michalic -  zabytek ze Śląska, datowany na XV wiek. Odtworzony został kształt i wymiary tego noża oraz trzy strudziny obecne na jednej ze stron głowni zabytku. 


Nóż wykonany został  wykonany z starego, włóknistego żelaza przypominającego strukturą żelazo dymarkowe. Ostrze wykonane zostało ze stali gatunkowej i zgrzane z resztą konstrukcji. Pozostałe metalowe elementy noża (chyba poza nitami) także wykonane są z żelaza włóknistego.


Wykorzystanie żelaza włóknistego pozwala, moim zdaniem, na zbliżenie wizualne noża do oryginałów, czy raczej tego jak mogły wyglądać w średniowieczu. Dodatkowo zgrzewana konstrukcja z miękkiego żelaza w rdzeniu i twardej stali na ostrze jest zupełnie poprawna historycznie i używana w broni i nożach użytkowych w zasadzie od starożytności.

Zabytek z Michalic uzupełniony został o niewielką głowicę oraz gwóźdź. Ten ostatni oparty został w dużej mierze o zabytek z zamku Varton w Czechach, datowany na I połowę XV wieku.


Drewniana rękojeść jest sześciokątna, tak jak w kordzie z muzeum we Wrocławiu. W moim kordzie jest ona jednakże innego kształtu - takiego jak rękojeść kordu z Michalic. Rękojeść jest zanitowana stalowymi nitami. Pomiędzy rękojeścią a jej okładkami znajduje się cienka warstwa skóry, która pozwala całą konstrukcję lepiej spasować ze sobą.


Pochwa została także uszyta przez Grześka. Wykonana jest z dwóch warstw skóry (jak pochewki z wykopalisk Londyńskich) złożonych do siebie mizdrami. Muszę jeszcze zakonserwować pochwę odrobiną nałożonego na ciepło wosku pszczelego z lanoliną. Taka sama kuracja czeka także pasek, widoczny na zdjęciach.


Teraz w zasadzie Jedyne co mi pozostało do zamówienia to buty i zestaw minimum będzie gotowy 😊.
Reposted bylifu lifu

August 21 2017

Alańskie nogawice ciąg dalszy

poprzedniej notce o tych nogawiczkach nakreśliłem trochę krój i datowanie tego elementu ubioru. Skończyłem jakiś czas większość szycia pierwszej, zanim zabrałem się za szybkie szycie celtyckiego zestawu. Póki co prezentuje się tak:

  


W tej nogawicy pozostało jeszcze obszycie górnej krawędzi nogawicy (to naturalna krawędź materiału, ale chcę ją podwinąć dla nadania większej sztywności) i doszycie wzmocnienia w miejscu gdzie będzie zamontowane wiązanie nogawic do spodni. No i pozostała druga :D.

Teraz jednakże priorytetem jest sfiniszowanie zestawu celtyckiego. Niebawem wykończę buty - już wyciąłem proste jednokrójki (za tym poradnikiem) oparte na zabytkach z europejskiej Epoki Żelaza. Najpewniej docelowo będę chciał zmienić je na coś innego, bo okres ten oferuje bardzo ciekawe i czasami bardzo zaskakujące zabytki obuwia. Niebawem wrzucę kompletniejsze zdjęcie starożytnego kompletu niż poprzednio

August 17 2017

Celtycka stylizacja

Jakoś tak wyszło, że zostałem zaproszony do udziału w projekcie o starożytnym datowaniu, który odtwarza Celtów. Będę miał okazję niebawem pojechać z nimi na imprezę, w związku z czym musiałem na szybko sprawić sobie podstawowe tekstylia lub zaadaptować już posiadane. Oto wstępne rezultaty. Do zestawu dojdą jeszcze buty wraz z skarpetami i - być może - wełniana tunika.

Spodnie uszyte zostały z brązowej wełny w splocie płóciennym 1/1 z (chyba) dwojonej przędzy. Wzorowałem się szyjąc je na spodniach znalezionych w Damendorf, jednakże podczas szycia okazało się, że źle wymierzyłem/nie uwzględniłem szerokości łydek, co spowodowało, że musiałem dodać kliny, poszerzające nogawkę w tym miejscu. Spodnie związywane są wełnianym sznurkiem uplecionym na lucecie przez Owkę z ręcznie przędzionej wełny w kolorze naturalnym.

Jako zastępnik tuniki wykorzystałem uszytą już wcześniej koszulę z Rogart, z uwagi na jej prosty krój - brak klinów pod pachami, czy rozszerzających korpus. Podobnie jak starożytne tuniki, składa się ona z jednego prostokąta - korpusu - oraz rękawów. Tunika spięta jest skórzanym (garbowany roślinnie) pasem z żelazną (żelazo dymarkowe) D-kształtną klamrą. 

Płaszcz - od którego zaczęła się cała historia - to rekonstrukcja koca z Oseberg zakupiona z drugiej (trzeciej?) ręki. Najpewniej jest to koc sprzedawany przez Loricamosa. Tkany ręcznie, farbowany najpewniej jagodą na niebiesko w przędzy. Aby działać jako płaszcz został spięty do zdjęcia stylizowaną na wczesne średniowiecze okrągłą spinką - docelowo do wymiany na coś pasującego do odtwarzanej epoki - fibulę o pasującym datowaniu.

Zdjęcia robione na szybko i w słabym świetle ;).



Do imprezy - Pola Chwały w Niepołomicach zostało jeszcze trochę czasu, więc najpewniej się wyrobię z uszyciem dodatkowej tuniki oraz ciuchów dla syna. Zdjęcia wkrótce.

August 07 2017

Zarobki i ceny w późnośredniowiecznej i renesansowej Europie, część IV

W poprzednich częściach tego cyklu przyglądaliśmy się cenom jedzeniaubrań oraz uzbrojenia. Zebrane przeze mnie materiały pozwalają jeszcze przyjrzeć się części pozostałych kosztów życia, głównie w mieście. Chodzi mi tutaj o koszty związane z wynajmem lokalu/kamienicy czy też prowadzeniem warsztatu w mieście, ale także np. kosztom nauki na uczelni wyższej czy w szkole - wszak wykształcenie to potęga. Zacznijmy jednak od kwestii zasadniczych - dachu nad głową.

Niestety nie dotarłem do źródeł mówiących o wynajmie najtańszych schronień czy pokoi w kamienicach. Wynajęcie wiejskiego domku w XIV wieku to kwota 72 gAg na rok, czyli 0,197 gAg/dzień. Dom rzemieślnika wynajmiemy w tym samym czasie za 288 gAg na rok (0,788 gAg/dzień). Ceny te doskonale uzupełniają to, co wiemy

Wartość takiego wiejskiego domku to około 1438 gAg, a prostym dwutraktowy dom rzemieślnika, wraz z miejscem do spania, warsztatem i pokojami dla 2..3 robotników wyceniano w XIV wieku na 2877 - 4316 gAg. Zakup takiego budynku to już na prawdę spora inwestycja.

Zatem w zasadzie za kwotę około 0,2 gAg/dzień możemy domniemywać, że mamy już gdzie złożyć głowę na noc.

Skoro mamy już co jeść, gdzie spać warto by zastanowić się nad jakimś innym zajęciem na wolny czas niż picie piwa. Przykładem takiego zajęcia może być szkoła. W zwykłej, przyklasztornej szkole, za edukację płacić będziemy pod koniec XIV wieku 1,42 gAg/dzień. Nie jest to kwota niska, ale także, nawet dla rzemieślnika, zupełnie abstrakcyjna. Nauka na uniwersytecie to już wyższy wydatek, na poziomie 3,69 gAg/dzień plus koszty książek - od 0,46 gAg/dzień do 1,28 gAg/dzień.  Łącznie daje to kwotę nawet prawie 5 gAg/dzień za możliwość zdobycia wykształcenia, co nadal nie jest w moim przekonaniu kwotą abstrakcyjną. Przynajmniej nie na tyle abstrakcyjną, żeby nie wyobrazić sobie sytuacji w której bogaty rzemieślnik jest w stanie zapewnić swoim dzieciom, a przynajmniej części z nich, wykształcenia.

Oczywiście nie każdy zainteresowany będzie wykształceniem akademickim. Wielu z nich wyśle potomków na naukę do mistrza, która oczywiście także nie jest darmowa. Opłata za zostanie terminatorem w XIV wiecznej Anglii to około od 14 gAg w przypadku stolarza do 29 gAg w przypadku handlarza suknem. Po ukończeniu terminu oczywiście wnieść trzeba będzie kolejne opłaty, związane z dołączeniem się do gildii. Wynosi to, odpowiednio, 48 gAg oraz 288 gAg. Nauka i akces do gildii kupców sukiennych nie jest tani, ale nie ma co się dziwić - finalnie daje to przyzwoite zarobki, o wiele większe niż w przypadku np. stolarza.

Można też po prostu wyprawić jakąś imprezę. Najlepiej nie bez okazji. Doskonałą okazją jest ślub. Istnieje sporo dokumentów z XIV i XV wieku mówiących o ślubach wśród szlachty jak i wśród pospólstwa w Wielkiej Brytanii.

Sam koszt wesela to w przypadku uboższego chłopstwa od 14,38 gAg do nawet ponad 200 gAg. Bogaci chłopi mogli pozwolić sobie na wydanie nawet 1150 gAg na ten cel. Do tego, jeśli wydajemy za mąż córkę, to doliczyć musimy posag. Wartość takowych zaczynała się na poziomie około 190 gAg a najwyższa kwota jaką podają źródła u chłopstwa to nawet 911 gAg.

Zasadniczo część IV tego cyklu jest ostatnią częścią. Prezentuje on bardzo ogólne ujęcie tego tematu, aczkolwiek pozwala nakreślić pewne ramy w których można się już poruszać szacując czy rekonstruowaną przez nas postać po prostu stać na dany przedmiot.

August 03 2017

Alańskie nogawice


Do wschodnich spodni, do rekonstrukcji postaci Alana szyję nogawice, wzorowane na zabytkach z Moszewaja Bałka (przykładowe znalezisko na zdjęciu po prawej).

To pochodzące z północnego Kaukazu znalezisko jest datowane na VIII wiek. Zaprezentowane na zdjęciu nogawice uszyte są z jedwabiu, aczkolwiek na stanowisku tym znaleziono także podobne nogawice uszyte z lnu. 


Istnieje szereg zabytków tego rodzaju nogawic, różniących się głównie krojem stóp w nogawiczkach. Jednakowoż mają one także szereg cech wspólnych, takich jak integralna stopa czy szew biegnący z przodu nogawic (odwrotnie niż w średniowiecznej Europie, gdzie szew biegł zawsze z tyłu. Nogawice takie wiązane są do pasa(?) z pomocą pojedynczego troczka zamocowanego centralnie na froncie.

Moja nogawice szyć będę z kremowego jedwabiu z nierównym splotem - posiada powplatane co kilka centymetrów grubsze jedwabne nici. Widać to dokładnie na zdjęciach. Zasadniczo materiał ten odbiega od tego co pokazują źródła archeologiczne, ale jak już pisałem (chyba? albo miałem zamiar) projekt Alański jest - przynajmniej póki co - z odrobinę mniejszymi wymaganiami od siebie... może nawet kaftan uszyję maszynowo 🙈.

Wykroje dwóch przykładowych zabytków znajdują się poniżej:


Tak jak pisałem - oba wykroje są do siebie bardzo zbliżone i różnią się krojem stopy. Te z wykroju po prawej wydają się być bardziej zbliżone do zaprezentowanego na początku zdjęcia, aczkolwiek Krój stopy wzorować będę na rozwiązaniu pokazanym po prawej z bardzo trywialnego powodu - aby uniknąć niewygodnego szwu pod stopą. Wykrój ten będzie tylko o tyle zmodyfikowany, aby ergonomicznoej obejmować piętę. Zasadniczo nie mam pomysłu jak skroić ten element, więc najpewniej kroić będę na gorąco, dopasowując mniej-więcej do kształtu stopy.

Teraz pozostaje tylko zabrać się do krojenia i szycia.

July 31 2017

Połowiecki kaftan, część 1

Połowiecka stela antropomorficzna - zwróćcie
uwagę na zdobienia na kaftanie w
postaci naszytych (?) taśm.
Po uszyciu spodni wschodnich zabieram się za kolejny stepowy projekt. Tym razem jest to połowiecki kaftan, oparty głównie na rekonstrukcji kroju i zdobień kaftana z pochówku w  Chingulsku oraz innych analogiach, jako że na podstawie znalezionych tekstyliów nie jest możliwa rekonstrukcja kroju (a przynajmniej nie została zaprezentowana w literaturze do której znalazłem dostęp).

Pochówek z Chingulskiego kurhanu datowany jest na XIII wiek i identyfikowany dosyć jednoznacznie z Połowcami. W bogato wyposażonym grobowcu w tym kurhanie złożono postać mężczyzny (nazywanego w szeregu publikacji księciem) w wysokiej klasy ubiorze, uszytym z jedwabiu z licznymi jedwabnymi aplikacjami.

Moją rekonstrukcję pragnę uszyć także z jedwabiu, jednakże w moim przypadku podszewka wykonana będzie z bawełny. Na kaftan planuję naszyć aplikacje w podobnym układzie, jak na znalezionym w Chingulsku kaftanie, wspierając się dodatkowo na stelach połowieckich (jak ta pokazana obok). Oczywiście nie wszystko naraz; tylko część elementów zostanie wykorzystana w tym projekcie, bo mam nadzieję, że nie jest to ostatni kaftan, jaki uda mi się popełnić.


Kaftan zostanie uszyty z oliwkowego, ręcznie tkanego jedwabiu, który najprościej można by zakwalifikować jako surówką jedwabna. Jest to materiał w splocie płóciennym 1:1, nie przypominający wizualnie w żaden sposób stereotypowego jedwabiu, jaki jest szerzej znany. Podszewka wykonana zostanie z ręcznie tkanej bawełny w splocie płóciennym w kolorze naturalnym. O ile jedwab mam już zakupiony, to takiej bawełny jeszcze nie mam.

Najbliższy podobno zabytkowi jest szkic z pracy Warrena Woodfina i in [1], który pokazuje ogólną formę kaftana i lokalizację oraz rodzaj zdobień na powierzchni tego zabytku:


Zidentyfikować możemy podstawowe wyróżniki kroju tego ubioru:

  • Wszyte na prosto, niezwężające się rękawy, niezbyt luźne acz nie dopasowane.
  • Zakładka przy zapięciu, obszyta ozdobną tkaniną jedwabną i/lub haftem.
  • Odcięcie w pasie z marszczeniem dolnej części przy wszyciu.
W związku z tym, skonstruować można już w miarę schematyczny obraz krojenia ubioru, który finalnie wyglądać powinien jakoś tak (za Elkina 1983 [2]): 


Dodatkowo, na rysunku tym widać wyraźniej kolejne elementy kroju - kliny po bokach torsu, proste mankiety i (jednak?) lekko zwężające się rękawy, ułożone szwem do dołu.

Kaftan ma po rekonstrukcji [1] ma około 115 cm długości, co po przemnożeniu przez "magiczny współczynnik" wynikający z tego, że mam 190 cm wzrostu, a oryginalny użytkownik bliżej ok. 175 cm  daje ubranie mające około 125 cm, czyli kończące się na wysokości kolan. 

Ale wróćmy jeszcze do kroju; zastanówmy się skąd się wziął i w ogóle spróbujmy zrozumieć ideę krojenia kaftana, co pomoże nam zrekonstruować krój kaftana z Chingulska. Tego typu metodologię przyjąłem do rekonstruowania krojów europejskich i generalnie zdaje ona doskonale egzamin... do momentu, gdy w materiale zabytkowym napotyka się na coś zupełnie odstającego od klasyki, czego się nie spodziewamy. Tutaj jednak mamy krój chyba bardzo klasyczny.

Doskonale "szkic" kaftana pokazuje Olga Orfinskaya [3] w szeregu swoich prac, pokazując taki rysunek:


Krojone z płata filcu ubrania miały dosyć ograniczoną możliwość kreowania swojej formy. Dodatkowo, taka forma w zasadzie minimalizuje długość i skomplikowanie szwów. Zaprezentowana forma to najpewniej najwcześniejszy krój ubiorów występujących na stepie, który sięga swoim rodowodem pewne do epoki brązu (strzelam).

Jak ewoluował ten krój? Możemy prześledzić część tego procesu na podstawie kaftanów z Moszewaja Bałka i Dolnego Arkhyzu. Są to dwa niezależne od siebie stanowiska z północnego Kaukazu, identyfikowane generalnie z Alanami i datowane na, odpowiednio, VIII-IX wiek i XIII wiek.Na poniższym rysunku widać ewolucję męskich (m) i damskich (w) kaftanów podzieloną na cztery fazy.

W I i II fazie doskonale widoczny jest najbardziej 'klasyczny' krój, nawiązujący do kaftanów krojonych z jednego płata filcu (zwróćcie uwagę na kierunek tkaniny - zgodny z korpusem). Kolejne fazy ewolucji natomiast pokazuj zmiany w kierunku zupełnie innego kroju kaftanów ok. XIII wieku, który w zasadzie wygląda już tak, jak kroje europejskie.

Elkina [2] rekonstruuje w kroju kaftana z Chingulska także inny istotny element, widoczny także w kaftanach w Moszewaja Bałka - kliny poszerzające przód (zaznaczone na obrazku poniżej, po lewej). Analogiczne kliny znajdują się w kaftanach zachowanych w Moszewaja Bałka (zaznaczone na obrazku poniżej, po prawej):


Elementem z kolei odróżniającym krój z Chingulska od wcześniejszych, Alańskich kaftanów z Moszewaja Bałka, jest sposób wszycia dolnej części. U Alanów jest ona rozszerzana i klinowana, a w kaftanie Połowieckim jest przymarszczona i w ten sposób wszyta w pasie. Analogią jest tutaj inny Połowiecki kaftan z Izjasławia na Ukrainie, którego krój Orfinskaya [4] rekonstruuje tak:


Za kaftan z Izjasławia planuję zabrać się w późniejszym czasie, aczkolwiek tak czy inaczej jest on dobrą analogią do Chingulska. Zwróćmy szczególną uwagę na krój baskiny (nie wiem czy to poprawny termin w przypadku ubioru wschodniego) - jest ona uszyte z trzech fragmentów w kształcie prostokąta, które następnie przymarszczone są w pasie.

Na tej podstawie opracowac można już krój ubioru. Moja interpretacja wygląda mniej więcej tak:


Korpus kaftana miałby być krojony Tak jak kaftany Alańskie z Moszewaja Bałka, tj z zwężanym tyłem i klinami z przodu, a baskina tak jak w kaftanie z Izjasławia, aby możliwe było przymarszczenie jej w pasie.

Na ozdobne elementy kaftana składać się będą aplikacje wzorowane na tych z zabytku - w ramionach, na przedniej pole, na dolnej krawędzi i przy mankietach. Wykonane zostaną z także ręcznie tkanego jedwabiu, barwionego na jakiś jasny, ładny kolor (taki materiał też jeszcze muszę znaleźć i nabyć). Oprócz jedwabnych aplikacji w pasie kaftana znajdować powinna się krajka (być może także jedwabna) która maskuje miejsce marszczenia oraz zapięcie, w postaci wszytych wraz z nią sznureczków. W ten sposób zrealizowane jest zapięcie w pasie w lepiej zachowanym kaftanie z Izjasławia [4]:
Jednocześnie ten przekrój, jak i kilka innych, zaprezentowanych w pracy o kaftanie z Izjasławia doskonale pokazuje sposób jego szycia, co koniecznie będę chciał wykorzystać podczas szycia mojego kaftana.

Jednocześnie, przy okazji podszewki, warto zwrócić uwagę, że ubiór z Izjasławia nie był w pełni podszyty podszewką. Kaftan ten posiadał podszewkę w zasadzie tylko w części na korpusie - ani baskinka, ani rękawy nie posiadały podszewki. Kaftan z Chingulska najpewniej posiadał jednakże pełną podszewkę, podobnie kaftany z Moszewaja Bałka takie miały. Dlatego też w mojej rekonstrukcji chciałbym wszyć kompletną podszewkę w ten ubiór. Podszewka wszywana będzie osobno w korpus z rękawami i osobno w baskinkę, gdyż musi ona być wraz z nią przymarszczona do wszycia.

Finalną kwestią jest zapinanie kaftana. Z tego co udało mi się odszukać, najczęściej rekonstruuje się go jako zapinany na brązowe guzy od szyi do pasa. W pasie zapięcie wykorzystywać będzie wszyte wraz z jedwabną taśmą sznureczki, które na końcach wyposażone będą w pętelki. Zewnętrzna poła zapinana będzie normalnie, na zewnątrz, na pojedynczy guz w linii z guzami powyżej. Dodatkowo w środku znaleźć może się jeszcze jeden guz, trzymający drugą połę od środka. Takie rozwiązanie znalazło się w kaftanach z Moszewaja Bałka:

Za http://www.dom-np.narod.ru/rekon/rhazar.htm
Powyżej pasa znajdzie się 4..5 równomiernie rozłożonych guzów. Wzorowane będą one na np. Kumańskim zabytku z Jaszdozsa na Węgrzech, datowanym na XIII wiek [5]:


Ten element zasadniczo finalizuje planowanie kaftana :). Teraz pozostaje nic innego, jak tylko zakupić brakujące materiały, zamówić guzy i zabrać się za pracę - krojenie, szycie i wykańczanie kaftana. Z pewnością będę informował o przebiegu prac 😉.

[1] - Warren T. Woodfin, Yuriy Rassamakin, Renata Golod, "Foreign vesture and nomadic identity on the black sea littoral in the early thirteenth century" Ars Orientalis 38, 2008.
[2] - A. K. Elina, "Редчайшие образцы византийского шитья и ткачества", Наука и жизнь 7 1983
[3] - Olga Orfinskaya, Irina Arzhantseva "The Cut of the Clothes of North Caucasian Alans", Archaeological Textiles Review 55, 2013.
[4] - О.В. Орфинская, К.А. Михайлов, "ДРЕВНЕРУССКОЕ “ПЛАТЬЕ” ИЗ ИЗЯСЛАВЛЯ: новая атри буция", РОССИЙСКАЯ АРХЕОЛОГИЯ 4, 2013,
[5] - Andras Paloczi-Horvath, "Pechenegs, Cumans, Iasians: Steppe People in Medieval Hungary". Budapest 1989

July 29 2017

Synchronizing inputs and outputs in DAQmx

I'm writing this simple tutorial mostly for myself, as I am tackling generally the same problem third time in my life, and third time I had to (re)invent the exact method how to do that. The problem is very basic: How to synchronize two (or more) outputs in inputs in a NI data acquisition setup, using DAQmx in LabVIEW? By synchronizing I mean e.g. a situation where we are sampling two outputs simultanosly or measuring some data in sync with a control output.

There are multiple applications of such setup. It is really nice in e.g scanning microscopy - one can output the control signal for one axis in a form of e.g. uniform voltage ramp and simultanously measure what there is to be measured (voltage from a photodetector, counts from an APD, Z height from AFM, tunneling current etc). I've set up some systems like that some time ago, and then firstly tackled the problem of I/O syncing under DAQmx.

Of course such measurements can be realized without synchronizing two DAQ tasks - you can output a single sample from the ramp, then measure the input etc. This will also work totally perfect, but this approach is ~an order of magnitude slower than using two synchronized I/Os. So just... no.

In my current application I'm using an comparator to perform analog to digital conversion - a bit how an SAR ADC works, but with a ramp, not with (duh...) succesive approximation. This is beacause of the architecture of the device beeing tested here (actually it's not an ADC per se it's a kind of robust, programmable light sensor). The circuit looks like so:


What we want to do exactly is to generate a ramping voltage (0 V - 5 V) on the analog output, while monitoring the digital input of the circuit. This kind of measurement can be carried out on most of National Instruments hardware. I'm doing this on a bigger USB DAQ, although earlier did such things on PCI M-series cards. With PCI cards it is even funnier, as one can synchronize several cards using an internal connection (see here), exactly as in an PXI system.

First we generate the voltage ramp from 0 V up to - in our case - 5 V. The ramp is configured to consist of N samples and will be outputed on the analog output as a reference voltage followed by a 0 V, as the N+1 sample in order to put the output to ground level. This is important, as due to the parasitic capacities and the propagation delays in the system, when we apply 0 V to the reference voltage input after it beeing at 5 V potential and read the digital output of U1 it will be probably at high level, as if the 5 V was still applied to the reference. Actually this kind of behavior is part of a broader topic of e.g. race conditions etc. It is crucial to think about this kind of behaviors whenever we interface our DAQ system to a real, physical system.

In order to make such measurement we must set up two DAQmx tasks: one for the analog output (master) and second one for digital input(s) (slave). After we setup the physical channels to both tasks we configure sample clocks for both tasks. First we configure the master sample clock (for the AO) in a regular way (finite samples, N+1 samples etc). Then, we configure the sample clock od the DI task in a similar fashion, except that that we route the source of the sample clock to the analog output clock (or any other clock, that we use for clocking the AO task). The sample clock rate/frequency has to be the same for the DI as for AO, but the sample number doesn't have to be - we can read less or equal number of samples from the slave task that output through the master task.


After setting up the task we can load the ramp to the output task (with auto start set to false) and proceed to run the tasks. Unless we want to change the ramp, we do not have to reload it at every iteration of the data acquisition. First we need to arm the DI - in this we this task starts to listen and wait for the sample clock to start sampling. After the slave task is armed we can start the master task, that will do its job and by generating the AO sample clock also clock the DI sampling. We have to wait untill this tasks finishes and stop it. in this time N samples will be read from the digital inputs. These samples will be later read from the slave task, and the slave task can be stopped. At this point finish the loop and clean the master and slave tasks od re-run the loop again - arm the slave task, run the master task, stop it and read the data from the slave task, just before reading it.

And it's ready! You can use such synchronization method to sync all kind of I/Os - digital, analog, counters (this is a bit more tricky, but still possible) etc. Feel free to ask, if you have any questions. Stay tuned for more LabVIEW adventures 😉.

July 26 2017

USB Audio Codec / soundcard Part 1


I have decided that it is hight time to a) get back to doing some electronics b) get a (semi)decent audio equipment.

I would like to make something audiophile-like in terms of the overall quality, but without going 'crazy'. So rather an over-engineered and over-the-top system not a golden-cables-magic-pixy-dust stuff 😏.

Most of the time I'm listening to music from my PC, and most often I use headphones to do so. Thus it is most sensible to make a headphone amplifier together with a USB sound card to get a decent quality source for the amplifier. To make thins more fun I've decied to use an external (to the USB audio codec) Digital-to-Analog Converter (DAC). As so the whole setup will consist of an USB audio module with I2S output, an DAC and a headphone amplifier. Such set of devices is thought to be modular (e.g. allowing to exchange the DAC in the signal path) as I want to play a bit with it and test different DACs etc and also - maybe in the future - add additional sources of sound with S/PDIF or I2S output (e.g. a CD Transport). Let's start with the codec (pictured right/above on a somewhat early stage of development).

The choice of affordable, easy to get and easy to use USB audio integrated circuits is somewhat limited. I've spent several days searching for such devices, and found only a handful of them - there is a whole family of Texas Instrument/Burr-Brown PCM ICs, Dallas DS4201 and some ICs from Tenor, that I haven't found found datasheets for (not to speak of an reliable source for obtaining one). 

Among these chips only few have an I2S output and are available commercially; Tenors TE7022 and TE8802 are equipped with I2S output, but they are very hard to buy, and datasheets nor application notes are not accessible. As so, the device is based on good old PCM2707.

Whole device can be divided into three main sections - USB Audio Codec, I2S isolated output and power supply. First section is nearly an data-sheet application of PCM2707 with ESD protection devices added to the USB side (better safe than sorry). PCM2707 is configured to work with external power supply and with I2S output.


Differential signals from the USB (D+ and D-) go through U4 (integrated ESD protection diodes) and 22 Ω resistors (to limit the current from the port) to the PCM2707 (U3). D+ is pulled-up via a 1,5 kΩ to indicate that this is a full-speed device. VUSB (+5 V from the host) input is protected with a clamp to ground (D2 diode) and filtered with a 100 nF (C19) capacitor. A single ferrite bead can be added to the VUSB line to filter the digitial noise coming from the PC to the codec, although in this case - the codec is externally powered - it is not needed.

Decoupling of the digital power supply lines (VDD and VCCP) of the codec is treated over-zelous with a parallel combination of 100 nF, 10 nF and 1 nF ceramic capacitors, located very close to the supply pins. On the other hand, analog supply (VCCL and VCCR) is not filtered, as we do not plan to draw any current from the analog outputs of the codec - only I2S signal is used in this system. This digital signal is passed on to the output stage.


Output stage consists of an ADuM6400 digital isolator (U2) and DS90LV031A differential line driver (U1). I2S signal is isolated with the ADuM IC. This isolator also "isolates" the power - it can supply of up to 400 mW of stabilised 5 V or 3.3 V to the secondary side of the IC using an integrated DC/DC converter. Due to this fact strong decoupling on both side if the device is needed (as well as some other things e.g. proper PCB design). On the primary and secondary sides a set consisitng of a 10 μF os-con capacitor parallel with a 100 nF ceramic capacitors are used.

Isolated signals, on the secondary side of the U2 are connected to an LVDS differential line driver, that is used to drive the I2S signals into an HDMI cable (that is well suited for this usage, as it also uses four pairs of differential signal). This solution is taken from here (link). As my interface is proprietary, switching signals in the systems doesn't matter, as long, as the receiver will have signals (LRCK and MCLK) crossed in the same manner.

For decoupling of the U1 a set of four capacitors (1nF, 10 nF, 100 nF and 10 μF os-con) with a ferrite bead is used. Such set of capacitors is suggested by the driver datasheet. Ferrite bead is my addition, as the source of the supply - DC/DC converter in the ADuM IC is extremally noisy in high frequencies. The resistor R1 between the L1 and the decoupling caps of the U1 is added to "soften" the peak of the LC network on the input of the supply for the driver - reduce the quality factor (Q) of the resonant circuit here (see here for more details).

Power is supplied to the system from an external, stabilized, linear 3.3 V PSU. Due to high degree of decoupling in the system, the voltage regulator in the PSU will have to be able to work with highly capacitive load. In the board with the system supply voltage is filtered only with two capacitors (100 μF and 10 μF in parallel; the 100 nF capacitor is there only to lower the high-frequency impedance of the decoupling circuit). and passed further


The L2 and R2 form an LR filter for the USB codec, analogous to the L1 in the output stage. A ferrite bead together with the 10 μF os-con will ensure, that the high-frequency noise from the USB codec will not penetrate other sections of the circuit.

And this concludes the design of the system. Now I have to design the PCB, especially carefully around the ADuM isolator, as it generates a lot of noise due to the DC/DC converter within (there is a great white-paper around this topic from ADI). Stay tuned.

July 16 2017

Spodnie wschodnie

Po pozbyciu się w zasadzie wszystkich elementów zestawu XVI wiecznego (i przeżyciu kilki początkowych miesięcy tego roku w iście koczowniczy sposób) postanowiłem podjąć nowy temat w mojej rekonstrukcji i zabrać się za odtwarzanie postaci ze wschodu. Od dawna chodził za mną temat rekonstrukcji postaci Alana, datowanej na VIII - X wiek. Teraz doszedł do tego temat rekonstrukcji Kipczaka/Kumana/Połowca z datowaniem na ok. XII/XIII wiek... tyle, że temat jest to zupełnie dla mnie nowy i zupełnie jeszcze się nie orientuję. 

Notki w tej tematyce w dużej mierze piszę dla siebie (jak w sumie większość) jako magazyn i synteza materiałów, jakie udało mi się zebrać.  Dodatkowo, muszę dodać, że równolegle realizowane dwie postacie - Alańska na wczesne średniowiecze i Kipczacka na XIII wiek chciałem zrekonstruować na zupełnie odmiennym poziomie 😉. Główny nacisk chciałbym położyć na ten późniejszy okres, a wczesnośredniowiecznego mieszkańca północnego Kaukazu rekonstruować raczej 'na lekko'. 

Jak wynika z moich obserwacji spodnie w interesującym mnie okresie większość spodni charakteryzuje się podobnym krojem: dwa prostokąty nóg zszyte z dodatkowym, kwadratowym klinem pomiędzy nogami. Czasami do spodni doszyty jest dodatkowy pas materiału w pasie. Całość wiązana na troczek w tunelu w pasie.

Krój taki potwierdzony jest chociażby znaleziskami z Moszewaje Bałka, gdzie odnaleziono tego typu spodnie (o długości ok. za kolana):
Czy też w materiałach z Mongolskich kurhanów w Noin Uła:

Swoje spodnie skroiłem z ręcznie tkanego lnu w kolorze naturalnym. Zostały one zszyte lnianą nicią szwem za igłą, a szwy następnie zostały wykończone na okrętkę na płasko. Obecnie pozostała mi do doszycia jedynie górną taśmę z tunelem na trok i wykończenie krawędzi. Doszycie tunelu spowoduje, że spodnie te powinny sięgnąć mniej-więcej do kostek (niżej niż obecnie). Póki co spodnie te prezentują się tak:

June 09 2017

Dublet - (prawie) finał

Poprzednio pokazywałem dublet w bardzo nieukończonej formie, ale zbliżam się właśnie do finału. Od poprzedniej notki zmieniła się koncepcja zapięcia (dzięki komentarzom na blogu!).


Finalnie dublet jest sznurowany z przodu, jak często widać na ikonografii. Ma to tą zaletę, że mocno spina dublet, co jest - moim zdaniem - dobrym rozwiązaniem przy mojej sylwetce 😅. Przedstawianie ikonografii sznurowanych dubletów sobie podaruję.


W dublecie pozostało jeszcze do zrobienia zapięcie rękawów. Takowe będzie zrobione na guziki. Łączone zapinanie widać na ikonografii, chociażby tutaj (dzięki Jacek!):

Hours of Catherine of Cleves, 1440Osobną kwestią są dziurki do wiązania nogawic. Te zrobię i obszyję w dublecie dopiero gdy będę miał nogawice do niego, czyli nie wiadomo kiedy.

Kolejne projekty - dokończyć Alański kaftan, wzorowany na znaleziskach w Moszewaja Bałka oraz może zabrać się za jakiś kolejny ciuch... Na pewno pochwalę się jaki.

April 17 2017

Running LabVIEW from PowerShell

Recently I was in a need to run LabVIEW VI from PowerShell while using Jenkins. The Jenkins part is pretty straightforward - you only need to install the PowerShell plugin for Jenkins and then you can run PowerShell command as a build step.

Running a VI from PS is simple, as long as you don't need to pass any commands. First of all, to make life easier add the LabVIEW executable path to the PATH environmental variable, and then just use:
Start LabVIEW C:\path\toYour\file.vi
but if you need to passy any commandline arguments to the VI (which was really important for me) trying to run the following command:
Start LabVIEW C:\path\toYour\file.vi -- arg1 arg2
resulted in an error, as LabVIEW could not find files arg1 nor arg2. To pass the exact command to the LabVIEW with arguments you have to make a clever use of apostrohes an quotation marks:
Start LabVIEW "C:\path\toYour\file.vi -- arg1 arg2"
If you want to get the commands from some variables things start to be even more complicated and you will have to use both - quotation marks and apostrophes in order to make something like:
Start LabVIEW "' + C:\path\toYour\file.vi -- arg1=" + $arg1 + " arg2=" + $arg2 + " logpath=" + $logpath + '.txt"
What I was doing was using Invoke-Expression from PS to run the command above, as it was easier than constructing the same command several times:
$code = 'Start LabVIEW "' + C:\path\toYour\file.vi -- arg1=" + $arg1 + " arg2=" + $arg2 + " logpath=" + $logpath + '.txt"'
Invoke-Expression $code
Why? mainly because you can e.g. use the Invoke-Expresson remotely on several machines over network etc. But this is totally different part of the story.

LabVIEWwise, parsing of the command line arguments is really simple, especially that I used the contruction of argument_name=argument_value, so I was able to parse them and get the values pretty straighforwards using a single case structure.

April 13 2017

Dublet część kolejna


Kontynuuję szycie dubletu, skrojonego jeszcze w zeszłym roku - w zasadzie jestem już bliżej niż dalej finiszu. Pozostało mi jeszcze skończenie i wszycie drugiego, lewego rękawa oraz wykończenie krawędzi i zrobienie zapięcia dubletu.

Dublet wyszedł bardzo dopasowany - tak jak miało być, bo w końcu dublety, jak widać na ikonografii, są dosyć dopasowane. Jedyny problem miałem ze spasowaniem rękawów, co zaowocowało wstawieniem dodatkowych klinów, dzięki czemu udało się je poszerzyć w ramionach i dopasować do wygodnych podkrojów. 

Oprócz oczywistych rzeczy, w ramach wykończenia muszę doszyć wewnętrzną część stójki. Pomyślałem sobie, że najwygodniej będzie, aby była ona podszyta także od wnętrza wełną, tak więc zostanie doszyty taki fragment do wnętrza kołnierza.

 


 Dubletu zapinany będzie na lewą stronę - widać na prawej pole listwę lnianego wzmocnienia pod dziurki do zapinania guzików. Tego rodzaju wzmocnienia są często spotykane w ubraniach pozbawionych w ogóle podszewki (por. znaleziska z Londynu).

Fakt, że dublet zapinany jest na nietypową stronę, ma swoje potwierdzenie w zabytkach jak i w ikonografii tego rodzaju i innych ubiorów - nie było to więc w średniowieczu nieistniejące rozwiązanie.
Pourpoint Karola VI
(koniec XIV wieku) Włochy 1420r. W przypadku szytego przeze mnie dubletu miało to charakter... przypadkowy. Nawet nie pomyłkowy, tylko po prostu na etapie wszywania wzmocnień pod dziurki dla guzików uznałem, że jedna ze stron lepiej się nadaje do wykonania dziurek i tak postanowiłem zrobić, skoro źródła potwierdzają, iż takie ubiory występowały.

January 04 2017

Dublet

Tacuinum SanitatisBNF Latin 9333
I ćw. XV w.
Ponad rok temu zapowiadałem, że uszyję dublet, miał być uszyty w I ramach Manuscript Challenge, ale oczywiście okrutnie nie zdążyłem etc etc. Jednakże sam pomysł uszycia kremowego, wczesnego dubletu pozostał nadal. Mówiąc oczywiście 'wczesny dublet' mam na myśli datowany na początek XV wieku, dosyć długi z dowiązywanymi rozdzielnymi nogawicami, jak pokazano na ilustracji obok.

Wykrój to klasyczny krój z ośmiu części z dopasowanymi rękawami - z uwagi na dosyć wczesne datowanie oraz raczej niezbyt wysoki status społeczny odtwarzanej postaci nie myślałem nawet o bardziej skomplikowanych rękawach, czy dodawaniu bufek itp.

                       

Dublet skrojony został z kremowego, wełnianego (100%, z woolmarkiem 😄) koca, który nabyłem kiedyś i w sumie od ponad roku trzymałem z myślą o takim właśnie dublecie. Wykrój udało się bez większego problemu zmieścić na kocu - jedynie rękawy zesztukowane są z dwóch kawałków, z szwem wzdłuż rękawa (co wydaje się być poprawnym podejściem do sztukowania rękawa, vide krój tuniki z Bocksten). Dalej skroiłem podszewkę z lnianych worków wojskowych - jako, że miałem ich dużo nie było problemu, aby skroić poszczególne elementy w całości, omijając pieczątki, nity i inne elementy, jakie regularnie na nich występują.

Niestety nie udało mi się zrobić zdjęcia po krojeniu, to przedstawiam poniżej obecny postęp prac. Po wstępnym skrojeniu w/g wymiarów i wykroju pokazanego powyżej dublet spiąłem szpilkami i dopasowałem na sobie, aby przylegał tak jak powinien.

Dublet wyposażony jest w jednowarstwową podszewkę (tj. bez sztywnika), zszywaną razem z wierzchnią warstwą wełny. Daje to rezultat taki, jak widoczny często na ikonografii - podszewki 'panelowej':
Rogier van der Weyden, Ołtarz św. Jana, ok. 1455 rok.
Pokazany powyżej dublet kata, ścinającego Jana Chrzciciela w ogóle prezentuje się bardzo ciekawie, szczególnie interesująca jest stójka bez podszewki oraz rozcięcia rękawów przy nadgarstkach. W moim dublecie z pewnością będę chciał mieć jakąś stójkę (chociaż to nie jest pewne, szczególnie, że wczesne dublety tego elementu były pozbawione) - najpewniej minimalną. Dodatkowo, będzie ona wszyta prosto, a nie z klinem wchodzącym w plecy - jest to z tego co rozumiem sposób bardziej archaiczny, bo wszywanie tego klinem zaczęło się pojawiać w ca. latach 20 XV wieku. Drugą kwestią jest tutaj sprawa zapięcia rękawów - tekstylny guziczek (jeden) spinający rozcięcie - na linii szwu z tyłu rękawa. Tak właśnie chciałbym to zrealizować w szytym przeze mnie dublecie.

Kolejny update będzie, gdy będzie się czym poważniej pochwalić w dublecie :). Pozostało jeszcze rozwiązanie szeregu istotnych kwestii, np. zapięcia czy wykończenia.

Co najciekawsze, a z czego zdałem sobie sprawę dopiero w trakcie realizacji projektu, to (bardzo) niski koszt takiego ciucha. Koszt tego rodzaju koca (używany, w sieci lub wyłowiony w second-handzie) to 10..40 zł, a koszt trzech (tyle zeszło na podszewkę) lnianych worków wojskowych zamyka się w 45 zł (jeśli kupuje się na Allegro bez szukania po AMW, gdzie da się je kupić x3 razy taniej). Nie licząc nici etc to na materiały wydać możemy zaledwie 25 zł, czyli tyle co na dwa..trzy piwa w knajpie. Oczywiście, trzeba to umieć skroić i zszyć (najlepiej ręcznie), ale uwierzcie mi - to nie takie trudne. I niech mi nikt nie mówi, że nie stać go na bycie koszer 😤.

December 15 2016

Kabat

Obraz datowany na lata '40 XV wieku.
Od zawsze podobało mi się ubranko, opisywane w literaturze jako Kabat. Na obrazku po prawej widać właśnie ubiór który nazywany jest właśnie kabatem. Definiuje się go zasadniczo jako szatę wierzchnią, odcinaną w pasie z dopasowanym torsem (mógł być watowany) i luźną baskiną do kolan, lub dłuższą, całość rozpinana z przodu, zapinana mniej-więcej do pasa; rękawy luźne proste. Jest to niezmiernie pojemna definicja, bo w zasadzie mieści w sobie cały szereg ubiorów popularnych w XIV - XV wieku (jopule, cotehardie etc), a odróżniać miałoby się od nich jedynie odcięciem w pasie. Dodatkowo, moim wymaganiem jest, aby tak skrojony ubiór datować możliwie najwcześniej, co w moim przypadku zasadniczo oznacza na przełom XIV i XV wieku, może nawet od II połowy XIV wieku. Czy i jak to zrobić?

Skoro już wymyśliłem sobie co chciałbym uszyć pora opracować  jest wykrój, najlepiej opierając się na materiale zabytkowym... jednakże nie znam żadnych zabytków, które byłyby identyfikowane jako kabat (oprócz fragmentów skórzanego kabata z Pułtuska, o którym pisała Turska). Tym bardziej, że kabat to nazewnictwo Polskie, które nie jest zbyt 'kompatybilne' z pojęciami zachodnimi, gdzie w zasadzie - w dużym uproszczeniu - większość zabytków opisywana jest po prostu jako tunika. Zatem jak wyglądać mógł wykrój tego ubioru?

BSB Clm 3003 Speculum humanae salvationis, 1400-1410.
Szybkie poszukiwania wykroju w internecie dały dosyć ścisłą i prostą odpowiedź, jak mógłby wyglądać wykrój kabata:

Rysunek z sieci (Freha?) chyba autorstwa śp. Hako.
Wykrój ten w zasadzie spełnia wszystkie wymagania z definicji. Dopasowany korpus, odcięcie w pasie, szeroka baskina poszerzana trzema klinami (bez klinu na froncie). 

Pomijając już rozwiązania takie, jak klin poszerzający w klatce piersiowej czy rękaw rozcięty z przodu to sam wykrój wydawać się może co najmniej dziwny - odcięcie w pasie nie pojawia się w zasadzie w materiale zabytkowym do II połowy XV wieku, jak w kabacie Karola Śmiałego (1433-1477) datowanym na ostatni rok życia Karola Śmiałego:

 

Jak widać rzeczony kabat krojony jest podobnie, jak narysowano powyżej - odcięty w pasie, dopasowany korpus, bardzo mocno klinowana baskina (ponad pełne koło), ale to rok 1477, więc może nie jest to najlepsze rozwiązanie do rekonstrukcji ubrania z przełomu XIV i XV wieku. Co zatem nam pozostaje? Najlepiej sięgnąć po sprawdzone grenlandzkie wykroje tunik.

Spośród wszystkich zabytków z Herjolfsnes moją uwagę podczas poszukiwania kabatowej zagadki przykuł zabytek oznaczony numerem 41 (nr. inw. D10583), klasyfikowany jako typ 4 w/g Nockert lub typ Ib w/g Nörlunda. Poważnym problemem znajdek z Herjolfsnes klasyfikowanych jako typ 4 jest fakt, że numery 38 i 39 także zaliczane do tego typu uznane są powszechnie za damskie, podobnie z resztą nr 41 - wielu badacz klasyfikuje ten zabytek, jako pozostałość ubioru damskiego, mimo że a) szkielet jaki w nim znaleziono zidentyfikowano jako mężczyznę; b) proporcje samego ubioru nie wskazują na kobiecy (por ikonografia).

H41 krojone jest z 12 klinami - po 4 po bokach oraz po dwa z przodu i z tyłu - oraz przodu i tyłu - w jednym kawałku. Rękawy są zwężane od łokcia, gdzie są zapinane na tekstylne guziczki. Do rękawa dodany jest klin przy wszyciu.

za kostym.cz
Na szczególną uwagę zasługują w tym wykroju kliny boczne. Jakkolwiek zaczynają się one już pod pachą, to są bardzo wąskie - praktycznie w ogóle się nie rozszerzają - aż do ~pasa. Od wysokości pasa wszyte są także kliny z przodu i tyłu tuniki. Zasadniczo krój taki przekłada się na dopasowany korpus i właśnie luźny dół, dokładnie jak w tym, co występuje w ikonografii, co można nazwać kabatem:
     ONB Cod. Vindobonensis 2762 Wenzel Bible; 1389         Morgan M.833 Bible; 1391          BL Additional 50005 Book of Hours; 1400-1420.
Co ciekawe na części z przedstawionych ilustracji widoczne są tego rodzaju ubiory z zapięciami (a na części bez - najpewniej wkładane przez głowę). Pozostaje też kwestia odcięcia w pasie, a raczej jego braku - na zaprezentowanej ikonografii jako-takie odcięcie nie występuje, aczkolwiek widać, że strój jest rozkloszowany od pasa i dopasowany powyżej (w odróżnieniu od widocznych gdzie-niegdzie tunik, gdzie na korpusie widoczne są fałdy.

Krój H41 w pełni umożliwia nadanie takiej formy ubiorowi - kliny bocznej w górnej części ubioru są bardzo wąskie, a przedni i tylny zaczynają się dopiero poniżej. Jednakże nie to przekonało mnie najmocniej do tego kroju. Jak czytamy na stronie Marca Carlsona dotyczącej tego zabytku (wytłuszczenie moje):
Where the seams of the gores come close together at the waist they are ornamented with a row of backstitches making them very noticeable. The long opening of the sleeve is decorated with a row of backstitching. The bottom hem is decorated with two rows of backstitching. The material is a thin "fourshaft twill"; dark brown, although the weft is slightly more pale than the warp.
Co oznacza, że w talii znajduje się wyraźne przeszycie (szwem za igłą), które pełnić może dwie role - ozdobną, podkreślającą talię oraz wzmacniającą, gdyż szew tego rodzaju nie jest w ogóle rozciągliwy, co sprawia, że także cały materiał w talii nie będzie się rozciągał. Dodatkowo rozcięcia rękawów i dolna krawędź ubioru także są obszyte.  Autor nie podaje, czym były przeszyte, ale wywnioskować można iż wełną, gdyż lniane nici (generalnie) nie zachowały się w Herjolfsnes.

W książce "Woven into the Earth" Else Østergård opisuje dokładniej w jaki sposób wykonano przeszycia oraz wskazuje, że na krawędzi prawego rękawa znaleziono fragmenty grubego na 3..5 mm sznureczka, które być może Nörlund interpretował jako przeszycia. Sznureczek ten doszyty jest do krawędzi tkaniny z wykorzystaniem szwu określanego jako singling:

Singling (pomarańczowe) oraz sznureczek na krawędzi (zielone).Wygląda to na bardzo pieczołowicie wykończony brzeg rękawa (oraz rozcięcie na guziki). Niestety Else Østergård w swojej książce nie wspomina nic o przeszyciu w talii. Nie widać go też na zdjęciach umieszczonych przez autorkę książce, ale doskonale widać na jakiej wysokości znaleźć się on mógł (zakładając, że istotnie tam był):

za "Woven into the Earth" Else Østergård.Podsumowując uważam H41 za dobrego kandydata do rekonstrukcji ubioru w kroju kabata, jaki widoczny jest w ikonografii. Wykorzystanie tego znaleziska rozwiązuje problem braku znajomości kroju ubiorów z przedstawień z końcówki XIV i XV wieku, a ponadto sprawia, że ubioru nie trzeba odcinać w talii, co znacznie przybliża krój do tych jakie zasadniczo typowe są dla XIV/I poł. XV wieku. Ozdobne przeszycie w talii będzie tutaj pełniło rolę rzeczonego odcięcia.

Rekonstrukcja - plan

Aby przystąpić do myślenia o rekonstrukcji 'kabatu' trzeba poczynić pewne założenia. W tym przypadku będą to (od najważniejszych do najmniej istotnych). Zatem:
  1. Uszyty z wełny (MT?), raczej bez podszewki (za dużo roboty 😉).
  2. Krój oparty o wykrój zabytku z Herjolfsnes (H41).
  3. Dopasowany korpus i (bardzo) luźny dół.
  4. 'Odcięcie' w talii - ozdobne i wzmacniające przeszycie (fałszywy szew).
  5. Rozcięty przód, zapinany na guziki (takie jak w H41 przy rękawach).
  6. Ozdobne przeszycia na krawędziach rękawów i dolnej krawędzi stroju ('singling' plus sznureczek np. lucetowy). 
  7. Niska stójka.
  8. Ozdobne wykończenie brzegów rozpinanych - krajka oraz 'singling'. Krawędzie dodatkowo podszyte lnem dla wzmocnienia.
  9. Niekoniecznie rozpinane rękawy.
Te założenia pomogły mi niejako zacząć planować sam strój dalej. Pierwszym krokiem było opracowanie wykroju, w czym niezwykle pomocny był CAD (to już kolejny wykrój, jaki robię w ten sposób).


Wykrój został przerysowany z kroju pokazanego na stronie Marca Carlsona i przeskalowany do moich wymiarów (głównym wymiarem do skalowania był obwód pasa i klatki piersiowej). Dało to długość ubioru około 145 cm, co jest mniej-więcej zgodne z długością wynikającą z przeliczenia długości 128 cm z użyciem wzrostu nieboszczyka znalezionego w grobie (160 cm) i mojego (188 cm). Pozostało tylko opracować schemat krojenia ubioru z materiału na podstawie uproszczonych kształtów poszczególnych elementów (docięte zostaną później, podczas przymierzania, szczególnie boczne kliny). Do wymiarów całości dodano zakładki na szew (po 2 cm). Całość rozplanowałem do krojenia na materiale o szerokości ok 140 cm i wychodzi mniej - więcej tak:


Co oznacza, że do uszycia takiego kabatu potrzebuję niecałe 4 mb wełny. Na wykroju nie zaznaczyłem drobnicy - stójki, klinów do rękawów - te elementy są tak małe, że na pewno gdzieś się zmieszczą :).

Teraz tylko wybrać odpowiednią wełnę, wyprać/zdekatyzować ją i można siadać do krojenia... a w międzyczasie powstanie dublet, o którym niedługo.

December 05 2016

Zarobki i ceny w późnośredniowiecznej i renesansowej Europie, część III

W poprzedniej części przyjrzeliśmy się kosztom ubrań w interesującym nas okresie, a jeszcze wcześniej kosztom jedzenia i zarobkom. W poniżej zaprezentowanej części skupić chciałem się na o wiele bardziej wąskim zagadnieniu, jednakże dosyć istotnym dla sporej części rekonstruktorów - kosztom uzbrojenia i opancerzenia.

Jak pamiętamy z II części żołnierz ok. połowy XV wieku otrzymywał od 4,5 do 5 gAg/dzień, a już ok 100 lat później od 9 do 12 gAg/dzień. Wyżsi stopniem żołnierze - na przykład kapitan straży konnej (która sama w sobie musiała być lepiej opłacana) w XIV wieku mógł liczyć na niecałe 7 gAg/dzień, około połowy XV wieku było to już prawie 16 gAg/dzień, a pod koniec tego stulecia już 60 gAg/dzień - liczby doprawdy imponujące, ale skupmy się raczej na żołnierzu, gdyż taka (tj. najbiedniejsza) sylwetka wydaje się najtrudniejsza do zrekonstruowania, gdyż precyzyjnie dobierać trzeba to na co może sobie on pozwolić.

Jak rozkładały się dokładniej wartości żołdu np. w Polsce? Z przyjemnością powołam się tutaj na „Piechotę zaciężną w Królestwie Polskim w XV wieku” Grabarczyka. Podaje on, że podstawowa stawka żołdu dla pieszego żołnierza wynosiła 5 florenów (183,75 gAg) na kwartał, czyli w przybliżeniu 2 gAg/dzień. Doświadczeni żołnierze, z lepszym wyposażeniem, dostawali żołd podwójny, czyli około 4 gAg/dzień. Są to uśrednione wartości, bo wiemy np. że w rocie Wacława Kawki a 1475 roku podstawowy żołd pieszego wynosił już 2,65 gAg/dzień (5,3 gAg/dzień w przypadku weterana).

Posiadamy trochę dokładniejsze dane, dotyczące zarobków żołnierzy najemnych na początku XVI wieku – niemieckich Landsknechtów. Zwykły Landsknecht otrzymywał około 2,5..2,65 gAg/dzień, a doppelsoldner – jak łatwo się domyśleć – od 5 do 5,3 gAg/dzień. W grono tych drugich wchodzili głównie doświadczeni już żołnierze – po 100 osób na 400 osobową Fahnlein, jedną z podstawowych jednostek podziału armii Landsknechtów. Doświadczeni żołnierze wyposażeni byli w połowie w broń palną a w połowie w mieszankę halabard i dwuręcznych mieczy. Pozostali wyposażeni byli w piki. Dodatkowo każdy żołnierz wyposażony był w krótki miecz – Katzbalger – tak charakterystyczny dla Landsknechtów.

Landsknechtów często przedstawia się w elementach płytowych, z hełmami etc, co przeczy jakiemuś ogólnemu przekonaniu o wysokiej cenie w/w elementów. Nie jest to oczywiście pierwszy raz w historii, gdzie spotkać można się z dowodami, że jednak dosyć biedni żołnierze najemni używali różnego rodzaju opancerzenia – różnej jakości – pomimo przekonania, że takie elementy przynależą tylko wyższym stanom. Wpływ na zwiększenie się dostępności ( = zmniejszenie cen) tych elementów ma postęp technologiczny (m.in. wprowadzenie młota wodnego), który przyspieszył i ułatwił wykonywanie elementów pancerzy.

Żołnierze w trakcie kampanii samodzielnie płacili za swój prowiant, a także za swoje wyposażenie, z którym musieli stawić się już na początku kampanii. Typowy okres, na jaki zaciągano się do wojska, wynosił pół roku, po odsłużeniu tego czasu można było odejść do cywila, lub zaciągnąć się ponownie, często jako doppelsoldner, otrzymujący już dwa razy większy żołd.

Zakładając, że nie staramy się szczególnie oszczędnie żyć, to wydać musimy około 1,3 gAg/dzień na wyżywienie. Do tego dochodzi kwota około 1,2 gAg/dzień, która pokrywa nam koszta zakupu ubrań, nie takiej najgorszej jakości - raczej, spośród tych tanich najlepszych. Ile teraz wyniesie nas wyposażenie żołnierskie, lub - inaczej mówiąc - na co będziemy sobie w stanie pozwolić? Dla uproszczenia spraw skupmy się na XV wieku, zwłaszcza drugiej jego połowie, oraz na początkach XVI wieku.

Zacznijmy od części zasadniczej, czyli robienia innym krzywdy. Najpierw na odległość. 

Proch czarny w 1468 roku kosztował 36,5 marki lubeckiej za tonę, czyli około 8,5 gAg/litr. Taka objętość pozwala na oddanie około 120 strzałów. Ołów do pocisku wykazuje dosyć stabilną cenę w II połowie XV wieku i kosztuje od 0,0025 do 0,040 gAg/gram. Przekłada się to na koszt (samego ołowiu!) pojedynczego pocisku o kalibrze 14 mm na poziomie 0,04..0,64 gAg/szt, więc efektywnie pojedynczy wystrzał kosztować będzie nie więcej niż 0,12..0,70 gAg. w zależności głównie od ceny nabycia ołowiu. Jak kształtowały się ceny tego w II połowie XV wieku (czarne słupki) i I połowie XVI wieku (czerwone słupki) zobaczyć możemy na histogramach pokazanych poniżej (ceny dla Lubeki). Średnia cena grama ołowiu wynosiła 0,013 gAg w II połowie XV wieku i 0.02 gAg w I połowie XVI wieku.
Oczywiście musimy też w pewnym momencie ponieść koszt zakupu "urządzenia strzelającego". Nie udało mi się niestety dotrzeć do cen średniowiecznych. W połowie XVII wieku najtańszy muszkiet to koszt około 91..103 gAg, co przy dosyć sporej inflacji w poprzednich wiekach, oznaczać może, że za 100 gAg w XV/XVI wieku na pewno kupimy niezły arkebuz. Nowakowski podaje dodatkowo, że piszczel kosztowała ok. 50 gAg, a hakownica ok. 120 gAg. Z braku lepszego szacunku, przy tych wartościach musimy pozostać. Jeśli zaciągamy się na pół roku, aby strzelać do wroga (za pieniądze), to przyjąć możemy że i taki będzie okres amortyzacji broni palnej, co skutkuje kosztem od 0,274 gAg do 0,658 gAg dziennie kosztu naszej broni palnej. Mniej niż za sam strzał i zdecydowanie mniej niż przejadamy czy wydajemy na ubrania.

Jeśli chcielibyśmy krzywdzić się na równie dużą odległość, ale korzystając z odrobinę starszych technologii zainwestować możemy np. w kuszę. W XV wiecznej Polsce kusza kosztowała od 30 do 64 groszy, przy czym większość wyceniona jest na jedną grzywnę tj. 48 groszy. Nie znalazłem dokładnej wagi tych groszy w tym momencie, jednakże oszacowanie ich na 2 gAg, nie powinno odbiegać od prawdy i dawać koszt zakupu kuszy od 60 do ponad 100 gAg. Czyli zasadniczo podobną wartość, jak dla zakupu broni palnej. Jednakże strzelanie z  tej broni było tańsze, bo za kopę żelaznych grotów do bełtów płacono groszy 7, czyli 0,23 gAg.

Koszt broni białej jest zróżnicowany, a źródła opisują najdokładniej egzemplarze raczej drogie. Kord - jako broń najtańsza i wydaje się, że najpowszechniejsza - kosztował w Polsce już od 16 gAg. Ceny mieczy w Polsce zaczynały się od 30 gAg, podobnie w Lubece, pod koniec XIV wieku, miecz można było kupić za 27,8 gAg. W Anglii, ok. XIV wieku, miecz (war sword) to koszt około 50 gAg.

Koszt zbroi jest już istotnie większy, a źródła opisują raczej zbroje droższe, kupowane przez rycerzy. Mimo nawet takiego założenia, ze źródeł wyłania nam się obraz wszelakiego opancerzenia, jaki elementów drogich, ale nie niedostępnych dla nie-rycerzy. Oczywiście, nie będą to kompletne, nowoczesne (na dany moment) pancerze, ale będą.

Zacznijmy od góry. Jak podaje Nowakowski (w Polsce) najtańszy kapalin na początku XV wieku to koszt około 60 gAg, a w połowie XV wieku to do 100 gAg. Salada to już koszt 120 gAg. Podana jest też cena za przyłbicę - ponad 380 gAg. Edward III (1312-1377) zakupił w pewnym momencie swojego życia hełm (nieznanego mi rodzaju) za 575 gAg i dwa bascinety po 195 gAg, ale wiemy, że w XIV wiecznej Anglii Bascinet dostać można było już za równowartość 47,9 gAg.

Koszt przeszywanicy nie są mi znane, poza faktem, że Edward II (1284-1327) w 1312 roku zakupił siedem przeszywanic po 160 gAg każda - nie były to raczej zwykłe przeszywanice, jakie nosić mógł w tamtym okresie (czy później) np. żołnierz. Aby lepiej oszacować koszt przeszywanicy przyjrzyjmy się kosztom m.in. materiałów (to one na ogół stanowią znaczną część kosztów gotowego przedmiotu - koszt pracy rzemieślnika jest już istotnie mniejszy). Zakładając warstwową (10 warstw) przeszywanicę z lnu potrzebujemy około 20 mb tej tkaniny, co przy cenach od 1 gAg/mb do 3 gAg/mb daje nam wartość materiału od 20 do 60 gAg. Dorzućmy do tego dodatkowe wypełnienie np. z wełny (runa) w cenie (średnia dla XV wieku, dane z Londynu) 5,058 gAg/kg - 1 kg za ok 5 gAg. No i oczywiście robocizna, dla pełnego rachunku: tydzień pracy krawca (po 5 gAg dniówki - raczej przeszacowane niż niedoszacowane) - 35 gAg. Łącznie daje to kwotę od około  60 gAg do ponad 100 gAg. A więc najtańszą przeszywanicę można mieć już za 40 gAg (a pewnie i mniej, zważywszy na fakt, że można poprosić żonę o jej uszycie ;) ).

Na przeszywanicę możemy chcieć założyć jakiś pancerz - najtaniej załatwić tą sprawę mogłaby kolczuga - tak podaje zdrowy XXI wieczny rozsądek. Niestety nie znam cen takowych w interesującym nas momencie, Wiemy natomiast, że w XII wieku król Jan Bez Ziemi (1166 - 1216) zakupił kolczugę za cenę 324 gAg, ale nie jest to górna granica ceny tego rodzaju pancerza w XII/XIII wieku, bo znane są zapiski o cenie 1700 gAg. Włoska zbroja z lat '40 XV wieku sprzedana została w Wielkiej Brytanii za niecałe 1800 gAg. W XVII wieku już zbroja taka była istotnie tańsza. Kirys (dobrej jakości, bo testowany - jak mniemam przeciwko kuli) sprzedano w 1624 roku za niecałe 145 gAg. Ciężko powiedzieć mi, kiedy nastąpiła ta niemalże dziesięciokrotna redukcja w cenie pancerzy, ale sądząc po ikonografii najpewniej w II połowie XV wieku lub na początku XVI wieku, wraz z popularyzacją pieszych żołnierzy najemnych na polu walki (z jednej strony) i wprowadzeniem zaawansowanych technologii, takich jak młot wodny, w produkcji uzbrojenia (z drugiej strony). Cena kolczugi najpewniej była stabilna z uwagi na brak istotnych zmian technologicznych w jej wytwarzaniu na przestrzeni dziejów.

Podsumowując nasze wyliczenia, zacznijmy od porównania liczb. Żołnierz najemny w XV/XVI wieku otrzymywał od 2 do 12 gAg/dzień. Około 1,3 gAg dziennie pochłania jedzenie, a kolejne 1,2 gAg ubranie się - obie rzeczy na poziomie porządnym, szczególnie ubrania (bo z wełny kupionej, więc wyższej jakości, spełniającej cechowe "normy"). Obliczając koszty uzbrojenia zakładać będę półroczny okres jego "amortyzacji", aby możliwe było porównanie jego kosztów z dziennymi zarobkami zwykłego żołnierza.

Kupujemy zatem uzbrojenie. Niech będzie to jakaś broń palna - od 0,274 gAg do 0,658 gAg dziennie - oraz broń boczna - kord lub miecz - co przekłada się na kwotę od 0,088 gAg do 0,164 gAg za prosty egzemplarz. Idziemy dalej - wdziewamy na siebie przeszywanicę - od 0,329 gAg do 0,547 gAg a na głowę zakładamy kapalin (0,547 gAg/dzień) lub saladę (658 gAg/dzień). Łącznie wydatki te sumują się nam do widełek od 1,25 gAg do 1,83 gAg na dzień służby w półrocznym kontrakcie. Po dodaniu do tego kosztów wyżywienia i ubrania otrzymujemy kwotę od 3,75 gAg do 4,33 gAg, Co przy zarobkach rzędu 2..12 gAg/dzień wydaje się zupełnie osiągalne dla przynajmniej części żołnierzy - przysłowiowa BPP też gdzieś tam będzie istniała, na jednym skraju, ale na drugim będzie piechota wyposażona w hełmy, kirysy i sensownej jakości broń. Niestety brak nam danych statystycznych, co do uzbrojenia i zarobków, które pozwoliłyby powiedzieć, czy wyliczenia przedstawione powyżej dla uzbrojenia i opancerzenia są równie miarodajne jak to miało w przypadku ubioru czy jedzenia - pozostaje nam jedynie zakładać, że były to wartości typowe (w przypadku zarobków żołnierzy) i typowe bądź zawyżone (w przypadku uzbrojenia).

P.S. Z uwagi na to, że edytor Bloggera nie obsługuje natywnie indeksów dolnych, zdecydowałem się na pisownie gAg jako gram srebra (czystego kruszcu), tj. jednostkę przeliczeniową, jakiej używam w cyklu.

November 19 2016

Gacie i nogawice

Skończyłem właśnie szyć gacie (ok. 2 tygodni jak na taki projekt to w moim przypadku bardzo dobrze. 

Gacie uszyte zostały z zabytkowego, ręcznie tkanego lnu (tego samego co koszula z Rogart) w splocie płóciennym. Gacie wzorowane były na ikonografii z XIII-XIV wieku:

1250
1324-28
I oparte na wykroju znalezionym w sieci, który dosyć dobrze pasuje do prezentowanej powyżej ikonografii:



Same gacie po uszyciu prezentują się następująco:


Gacie w pasie zaciągane są z pomocą konopnej tabliczkowej krajki, obszytej na krąwędziach aby się nie siepała. W pasie są dwa otwory, mniej więcej na środku nogi, gdzie przywiązuje nogawice. Przywiązane są one - póki co - lnianą taśmą, bo taką miałem pod ręką (i jestem na etapie wyszukania najciekawszego, poprawnego historycznie rozwiązania na XIII-XV wiek).

Tak prezentują się nogawice (szerzej opisane tutaj) przywiązane do gaci. Dzięki drobnemu zapasowi długości bardzo wygodnie się w nich porusza, a po podwiązaniu ich krajkową podwiązką pod kolanem, będą wyglądały bardzo ładnie.

 

Dalsze plany na szycie to skończenie wczesnego, Alańskiego kaftana, uszycie pochewki do noża i zabranie się za któryś z planowanych dubletów (XV lub XVI wieczny). W międzyczasie chciałbym też uszyć jeszcze jedne gacie (krótsze, pod spodnie) z RT lnu. W dalszej perspektywie majaczy szycie jakiejś ciepłej szaty wierzchniej...

November 06 2016

Nogawice

Wreszcie udało mi się skończyć szyć nogawice, datowane w zasadzie co najmniej od XIII wieku do końca XV wieku, a zasadniczo pewnie i szerzej, jeśli pominąć pewne detale konstrukcji.

Nogawice uszyte zostały z naturalnie szarej ręcznie tkanej wełnie w splocie skośnym oraz ręcznie tkanego zabytkowego lnu (na wzmocnienia przy oczkach do szycia). Całość została ręcznie zszyta lnianymi nićmi, a otworki na troczki obszyte zostały jedwabnymi nićmi w kolorze zbliżonym do koloru wełny.


Nogawice wzorowane są ogólnie na zabytkach klasyfikowany jako typ I w/g Nockert: nogawicach (zewnętrznych( z Bocksten oraz nogawicach z Herjolfsnes (numer 88). Wykrój stopy wzorowany był głównie na zabytku z Grenlandii, a sama stopa była mocno sztukowana. W zabytku z Bocksten stopy składają się w zasadzie z dwóch części (sama nogawica i wierzch, zszyta na podeszwie), a w zabytku z Herjolfsnes z co najmniej trzech części (a licząc sztukowania to z pięciu plus podeszwa). Oba zabytki pokazane są poniżej:

 

Zabytek z Bocksten (po lewej) datowany jest na XIV wiek (1350-70, jak chcą niektórzy), ale z drugiej strony daty radiowęglowe datują zabytki z Bocksten na 1290-1430, a niektórzy badacze rozciągają datowanie aż do końca XV wieku. Z kolei zabytek z Grenlandii datowany jest, jak inne z tego miejsca, na późny XIV wiek. Podobnej konstrukcji nogawice znaleziono jeszcze w Bremie - datowane są na początek XIII wieku. Ikonografia raczej potwierdza bardzo szerokie datowanie nogawic tego rodzaju - w zasadzie od co najmniej XII wieku, aż po I poł. XV wiek:

Codex Bodmer, 12 wiek Biblia Maciejowskiego, 1240-50            Anathomia Designata per Figures, 1345.                Tacuinum Sanitatis 1390-1400. Godzinki Katarzyny z Cleves, 1440.
W II połowie XV wieku osobne nogawice występują, ale jednopunktowe wiązanie wypierane jest przez bardziej zabudowaną formę, tylko po to, aby finalnie przekształcić się w spodnie, które w ikonografii widzimy już od II połowy XV wieku.

Nogawice w całości zostały zszyte szwem za igłą, a szwy rozłożone na płasko (na tyle nogi) lub na jedną stronę (na stopie) i obszyte na okrętkę. W miejscu, gdzie znajdują się otwory na troczki, wszyte zostało wzmocnienie z lnu.

 

Nie znalazłem niestety bezpośredniego potwierdzenia obecności takiego wzmocnienia w materiale archeologicznym, aczkolwiek podobne wzmocnienia występowały w miejscu gdzie znajdowały się dziurki dla guzików w dopasowanych ubiorach XIV/XV wiecznych. Przykładem tego, może być odnaleziony w Londynie fragment rękawa, datowany na II ćw. XIV wieku, poniżej. Ślady tego rodzaju wzmocnień widoczne są także w ikonografii, ale nie są one na ogół w 100% czytelne.


Dziurki (po dwie na nogawicę) obszyte zostały jedwabną nicą zwykłym szwem do obszywania np. dziurek na guziki (tzw. szew dziergany?). Jedwab został wybrany tutaj nie bez powodu. Jakkolwiek jest to surowiec drogi (tak kiedyś jak i dzisiaj) to ma doskonałe własności mechaniczne - jest śliski, a przy tym wytrzymały. Dzięki niemu tak obszyta dziurka wytrzyma długo. Takie myślenie znajduje też swoje potwierdzenie w materiale zabytkowym. Wspominany rękaw z Londynu (wyżej), jak i zachowany fragment rękawa z Tartu w Estonii (poniżej) posiadają właśnie jedwabne obszycia dziurek.

 

Teraz pozostało mi jedynie uszyć stosowną bieliznę do tych nogawic - zapewniającą możliwość przytroczenia ich w pasie, jak pokazuje ikonografia oraz wykonanie troczków do tego mocowania. Ale o tych elementach kiedy indziej - jak już je wykonam (w najbliższym czasie).

October 25 2016

Kaletka i sakiewka na wygnaniu - skończone

Jakiś czas temu pisałem o nowym projekcie - kaletce, który szyłem, będąc we Francji w delegacji. Wreszcie udało mi się skończyć ten element, więc postanawiam się odrobinę nim pochwalić. Kaletka nie została uszyta na podstawie żadnego konkretnego zabytku, a jedynie wykorzystując różne elementy, jakie przedstawiał O. Goubitz w swojej książce "Purses in Pieces". W swoim założeniu kaletka jest datowana na XIV-XV wiek, dzięki czemu obejmuje dosyć szeroki okres. Dodatkowo, w przypadku bardziej chłopskich zestawów, pasuje również i na początek XVI wieku. Wydaje mi się, że elementy te są na tle popularne, że nie muszę wrzucać ani znalezisk, ani ikonografii - wystarczy oprzeć się na ogólnym opracowaniu na podstawie znalezisk archeologicznych z Holandii, jakie popełnił Goubitz.

Kaletka uszyta jest z ~2 mm skóry wołowej, garbowanej roślinnie. Wykrój zestawiony został z następujących elementów, prezentowanych u Goubitza:


Na powyższych szkicach nie prezentowałem wszystkich rozwiązań technologicznych, a jedynie najważniejsze. Kaletka wyposażona jest w dwie kieszonki, obie skierowane otworami w tą samą stronę, oraz klapkę (którą chyba zmniejszę, bo wyszła za dużą). Widoczne na jednym ze zdjęć lniane wypełnienie wykonane zostało z ręcznie tkanego lnu. Kaletka zszyta jest z ośmiu fragmentów skóry, ponieważ w kilku miejscach jest sztukowana. Po zszyciu całości skóra została zabezpieczona lanoliną, nałożoną na ciepło (dzięki za sugestię Thomas!). 


Dodatkowo, oprócz kaletki, uszyłem sakiewkę, którą prezentowałem już wcześniej. Wykonana jest z cienkiej, owczej skóry garbowanej roślinnie. Dorobiła się ona dziurek i rzemienia do związania. Całość także zabezpieczona lanoliną.


Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl